Ten łikend jest prawdopodobnie ostatnim, który spędzamy we troje, plus osobistość w postaci Bulwozaura.
Jest pięknie, ciepło, spokojnie, choć od godziny mgliście.
Jestem podekscytowana.
Jaka Ona będzie, jak zareaguje Maksiuń.
Czekamy.
Wieczorem, w końcu! spakuję torbę do szpitala, choć wszystkie rzeczy czekają od tygodni, albo przynajmniej od tygodnia. W łazience, komodzie, szafie, w szufladzie pod łóżeczkiem. To niespakowanie to czarowanie chwili. Bo jak spakuję, to może już... a to przecież za wcześnie.
Do szpitala mam się wstawić na czczo, w poniedziałek 5.11, tak na serio nie wiem czy czeka mnie indukcja porodu, czy cc "na zimno". Nie mam skierowania, mam słowa dr Sz.
Tymczasem, w końcu zabieram się za lekturę "Bliźnięta z lodu", patrzę na przedostatnią, spokojną drzemkę synka. Oglądam falujący brzuch i cieszę się na spotkanie z córeczką.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczekiwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczekiwanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 listopada 2018
piątek, 5 sierpnia 2016
Wizytowo.
Wtorkowa wizyta u gina, to podgląd
Maksika na usg.
Po raz pierwszy poczułam się lekko
rozczarowana, bo wizyta trwała dosłownie 6-7 minut. Zawsze trwa ona
minimum 15 minut, a nawet 20-25....
Wg obliczeń Maksiu jest większy o ok.
2 tygodnie (obwód główki, brzuszka, kość udowa prawie taka jak
na dany tydzień ciąży, byłam w 35tc2d, a pomiar wskazywał
35tc0d), wszelkie pomiary przepływów b. dobre. Chwila stresu, czy
nie mam wielowodzia, ale po 'opomiarowaniu', wyszło, że wszystko
jest w porządku. Dlatego mimo że zawiodła mnie długość pobytu w
gabinecie, to słowa doktora - jest dobrze, uspokoiła.
Posiew na paciorkowa wyszedł dodatni.
Niestety. Nagooglałam się, naczytałam. Powrócił strach, mocno
trzymający za gardło. Szczególnie, że chcę rodzić siłami
natury i co to będzie, czy zdążą mi podać antybiotyk, zanim
zacznie się poród z parciem itp. itd. Cóż, musimy wierzyć, że
tak będzie.
W środę miałam dziwną akcję. Po
skorzystaniu z toalety, po nogach zaczęła mi płynąć
nieprzeźroczysta woda, w takich jakby 2 fazach. Było tego niewiele,
ale myślałam że to JUŻ. W ciągu godziny nic się nie zadziało.
Maks harcował.
We czwartek wizyta w poradni u dr Sz.,
mówię co i jak. Szyjka zamknięta, trzyma. Stwierdził, że to może
po prysznicu … tylko wtedy byłam przed … Waga wzrosła, ale
przez półtora tygodnia – bez drastyków, moje ciśnienie jak
zawsze 120/80. Tętno Maksiulinka 143. Chciałam wiedzieć za ile się
spotykamy, czy za tydzień, czy za półtora tygodnia, a doktor na
to, że znowu idzie na urlop. :( Dopiero co był 2 tygodnie na
urlopie, 2 tygodnie pracy i znowu 2 tygodnie na urlopie … echhh Już
umówiłam się na wizytę u pani doktor M. Liczę, że od niej
dostanę skierowanie do szpitala klinicznego, bo doktor nie chciał
mi takowego wypisać, twierdząc, że wystarczy książeczka ciąży.
Końcówka prowadzenia ciąży średnio
mi się podoba. Nie ukrywam. W. była wręcz oburzona (łagodnie
pisząc).
Dziś wizyta położnej środowiskowe.
Byłej sąsiadki. :)
Było to bardziej 2,5 godzinne
spotkanie z dawną koleżanką (aczkolwiek słabo się znamy z racji
innych roczników ;)), aniżeli 'z panią z pogadanką na ustach'.
Wrażenie średnio taktownego zapytania w rejestracji zostało
zatarte. Szczególnie po łzach w oczach, ciarach i uściskach na
koniec spotkania. :)
Nadal mało wiem o przyjęciu na izbę,
porodzie, opiece nad noworodkiem, za to coś niecoś o szczepionkach.
Dostaliśmy kilka próbek kosmetyków, książeczki, płytki z
ćwiczeniami ….no 'sponsoring' pełną gębą.
Ogólnie fajnie, że A. przyszła, choć
korzyści wypłynęły z tego głównie towarzyskie. Kolejna wizyta
już z Maksem po tej stronie brzucha. Spotkań ma być 7.
Zajawka.
![]() |
| pomoce naukowe ;) |
Baaardzo się cieszę, że pomimo
moich sprzeciwów M. kupił wentylator. Nie wiem jak przeżyłam te
upały. Pomimo zasłoniętych żaluzji i zamkniętych okien.
Południowa wystawa okien robi swoje. :o Moje i Maksikowe kilogramy
też.
Życzę, znad arbuza – udanego
wieczoru. :)
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Wstążeczka.
Wiemy od tygodnia.
W miniony poniedziałek, rankiem,
wiedziałam, że już czas.
Lekkie zdziwienie. Leciutka różowa
wstążeczka. M. ucieszył się, ale nie dowierzał.
Popołudniu, po pracy, pierwszy raz
beta.
134,3
M. już wierzy. Cieszy się. Uwierzył
już rano. Smsów bez powodu - ot takich zaczepialskich - miałam od
Niego mnóstwo. Zwykle wysyła jeden lub dwa ...
Jest wtorek. Sporo spraw do ogarnięcia.
Za dwa dni wigilia. W bibliotece wybieram kilka książek.
Zastanawiam się, czy to nie za dużo, w sensie, czy powinnam dźwigać
te tomiszcza, skoro idę jeszcze po zakupy. OK dam radę. W stokrotce
to i tamto, sok, woda niegazowana, szklany talerzyk w kształcie ryby
... Siaty na ramiona i … czuję, ze przesadziłam. I to grubo. Z
drżeniem idę do domu. To niedaleko. Dasz radę. Wcale nie jest tak
ciężko. Ooo już, prawie …
Później zesrana siadłam na
kanapiszczu i robiłam samej sobie reprymendę.
Środa. Późne popołudnie. Kolejna
beta.
Kombinuję co by tu … tak żeby się
nie zamartwiać. Cholera, szkoda, że idą święta. Lux med
zamknięty. A ja tak bardzo chcę wiedzieć, wierzyć, że to nie
sen. OK, nie mogę wykonać bety 25.12, ale mogę ...kupić test.
Wyniki ok 19.00 Jest! Jest wzrost!
458,1
Pięknie! Wielki kamień z serca.
Czwartek, ostatni dzień pracy w tym
roku.
Rano. Nic nie czuję. Nic. Żadnego
rozciągania. Nic. M. wyszedł na poranny spacer z buldożerią. A ja
siedzę i wyję. Robię śniadanie, przez łzy. Wchodzi M. w
uśmiechem, wbiega psiut. Ja płaczę.
M. powoli mnie uspokaja. W pracy czuję
znajome już od 3 dni bóle. Jak na okres. Tylko to nie okres, a ja
oddycham spokojniej.
Wigilijny wieczór spędzamy u teściów.
Bożonarodzeniowy poranek jest dla moich Rodziców i Brata.
Nerwowość, poprzedzona moim wybuchem. Życzenia... mówimy o ciąży.
Wielki, niedźwiedzi, familijny uścisk. Schodzi ze mnie ciśnienie.
Teściowa ciągle świdruje mnie wzrokiem …
25.12
Rano sięgam po test. Po kontrolnym
różu, wychodzi obok kolejna, różowa wstążeczka. To już 5. :)
Przed śniadaniem mówimy mojej
Rodzinie. Tato, co było do przewidzenia - mocno wzruszony. Płacze.
Podobnie Mama. Brat oszczędny w uczuciach, gratuluje.
Upływają dni. Tak bardzo chciałabym
by wszystko przyspieszyło. By był już początek września …
M. jest jak zwykle jest moją ostają.
Jest spokojem.
Mam silne ataki paniki. Że to już
koniec. Nic nie czuję. Nie tak powinno być. Wczoraj wieczorem
wpadłam w najprawdziwszą histerię. To było straszne! Dziś rano i
w południe ...znowu.
Rano pojechałam na betę.
Znowu wzrost. Dobry. Wytyczne
kalkulatora ...porównywanie. Pewnie niepotrzebnie się katuję, ale
to silniejsze ode mnie.
Miałyśmy się spotkać z W. Dopóki
jest nad R., razem ze swoją rodziną. Nie wiem czy się zobaczymy
...przez moją wybuchowość, płaczliwość.
Jest we mnie dużo strachów. Nie
pozwalam sobie na radość. Choć kiełkuje we mnie życie.
Choć już wiemy, to oszczędzam sobie
czułości. Ciut wybiegam w myślach w niedaleką przyszłość i za
chwilę karcę się i mam ochotę robić wszelkie zabobonne rzeczy,
by odczynić uroki. Zaklinać rzeczywistość.
Po cichu ...marzę...
Proszę, trzymaj kciuki.
PS. Olga, czarodziejko! W. też nią jest.
PS. Olga, czarodziejko! W. też nią jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
