wtorek, 5 września 2017

Synku, sto lat!


Myślę, o tym deszczowym dniu sprzed roku. O niepewności, czekaniu. O miłości, czułości i łzach.
Złości, nerwach.

Zmieniło się wszystko. To co było przed Tobą, nie zamieniłabym za nic. Było potrzebne zarówno mnie, jak i naszej rodzinie. To co jest dzięki Tobie... Dopełniło nas. To 100% miłości, pomnożone przez sto... sto...

Uczę się Ciebie i siebie. Po jednym słowie. Obracam je. Wracam. Po jednym zdaniu.
Uczysz mnie. Muszę częściej wyciągać wnioski. Starać się bardziej. Postaram się, przecież mam wolną wolę, więc mogę. Chcę.

Uwielbiam Twoje dziecięce ciałko wtulone we mnie. Wyciągnięte rączki. Uśmiech. Śmiech. Pierwsze układanie klocków. Zaciekawienie i chwila bezruchu przy kizi-mizi. Nawet Twój płacz. Bo jesteś.
Kocham Cię. Jesteś.


Maksio drzemie, Bulwa drzemie. Czekam na M. Dziś dzień tylko dla naszej czwórki. Z balonami, torcikiem i wesołym śmiechem, krzykami z kanapy i dywanu.

Życie jest piękne. Postaram się pamiętać o tym codziennie.




sobota, 19 sierpnia 2017

Inny etap.

Zbyt dużo słów w moi otoczeniu. Zalewają mnie niepotrzebnymi informacjami, emocjami. Zbyt wiele paplania o niczym. Odwykłam. Być może za bardzo. Nie wiem. Jak mam to ocenić?
Co, kto, jak, z kim? Będąc wczoraj na pierwszej kawie od x-czasu z dziewczynami, bez Maksia, nie bardzo interesowały mnie te wszystkie nowości, zmiany. Przytakiwałam, śmiałam się, zagadywałam, ale lewa dłoń co chwilę muskała telefon. Co u chłopaków? Jak sobie radzą?

Mimo, że D. (nie to, nie moja D., z którą kontakt mam niestety sporadyczny) jest w ciąży, remontuje górę domu, a M. podbija Szkocję to … ich opowieści nużyły mnie. Sama raczyłam je garścią informacji, głównie słuchając. Wracając do domu, po paru godzinach czułam wielką radochę na spotkanie z M., z synkiem. Nieprecyzyjnie wyraziłam się pisząc o niechęci do pogadułek. Z W. jest inaczej, mówimy sobie wszystko. Z nią rozmów nigdy nie mam dość. OK, bardzo rzadko wymiękam, szczególnie jeśli przesadzimy, aż ucho boli. Tak więc, wracając w słońcu i kurzu nagrzanego miasta, prócz telefonu do M., zadzwoniłam również do W. i …. głos zadrżał i kilka łez poleciało z tęsknoty do syna i z żalu nad moją aspełecznością. W., pocieszyła, że też tak ma i że cieszy się z urlopu wychowawczego i po raz pierwszy usłyszałam z jej ust słowa zachęty odnośnie starań o rodzeństwo dla Maksia. A podsumowaniem spotkania było – inny etap w życiu.
Będąc w domu, czekałam na chłopaków powoli wracających ze spaceru, drzemki. I na przywitanie co otrzymałam?, wymówkę w postaci niewyraźnej minki i odwrócenie buzi. No cóż, chwilę mnie nie było. Ale za moment były radosne piski i tańce. Kocham być mamą. Jego mamą :)

Lubię ludzi. Ale już rozmów o niczym nie. Męczy mnie branie czyjejś strony, srogie i zdecydowane „tak” lub „nie”, z którym kiedyś nie miałam problemu. By szafować nimi. Lubienie, nielubienie. Macierzyństwo uczy mnie pokory, wyciszenia (tak, pomimo ciągłych awanturek, krzyków, śmiechów, płaczu, dziecinnego szczebiotu), tego, że, co syn zobaczy u mnie, u nas, zapamięta, poda dalej.
Z coraz większym sercem podchodzę do tego co ma do zaoferowania teściowa. Staram odwdzięczyć się tym samym. Widzę i czuję, że ona nigdy nie chciała być natrętna, roszczeniowa. Po prostu czekała na malutka, tak jak my. Lubię ją. I cieszę się, że gdy pójdę od listopada do pracy, ona, wraz z moją Mamą zajmą się opieką i w jakimś sensie wychowaniem Maksia.

Tak, wracam do pracy. Tej samej. Nie skaczę z radości z tego powodu, ale mamy marzenie o większej rodzinie niż 2+1+pies ;) I to w dość bliskiej przyszłości, także zmiana pracy na „docelową”, dającą mega-radochę to w tej chwili byłoby nieporozumienie. Wiem, brzmi to jak kalkulacja. Jeśli po moim powrocie, warunki pracy nie będą satysfakcjonujące, odejdę. Na ten czas mówię – witaj listopadzie, obyś był słodki.

Za blisko 2 tygodnie Maksio kończy rok. Rok! Synku, jesteś taki duży. Choć, taki maleńki. Pachnący miłością, niewinnością. Mój rozdający piękne uśmiechy synek za chwilę przestanie być niemowlakiem. Niesamowicie cieszę się na kolejne miesiące, na to co jest do odkrycia, wraz z dzieckiem.

piątek, 16 czerwca 2017

Gdy synek śpi...

Zaczynam. Kasuję. Filtruję. Zmieniam.
Te kilkadziesiąt zdań to i tak niewiele, ale odkąd nie mogę na spokojnie przemyśleć tego, co chcę zawrzeć w zdaniu, w tej krótkiej relacji dla Ciebie to odchodzi mi ochota na dzielenie się czymkolwiek. Wychodzi zlepek suchych faktów. Relacje "po".


Jestem szczęśliwa, ale zmęczona.
Rutyna, o której kiedyś pisałam, zmieniła twarz. Jest oswojona uśmiechem, ma piękną blond czuprynkę i domaga się mamy. :)
Nasz synek jest wspaniały! Piękny. Rezolutny (czy piszę typowo mamowo? pewnie tak. :)), ciekawski. Nie przepada za zabawą "typowymi zabawkami", w których jeszcze, na szczęście nie toniemy, ale ... są. Niepotrzebne i trochę niechciane, ale jak zastopować tę chęć podarunków? :) Zabawki Maksia, to dwa uchwyty do pompek, durszlak, czasem butelka po wodzie, z koreczkami w środku, miski, garnki....
Maksiuń ma 8 zębów (których nie waha się używać, niekoniecznie by pogryźć jedzenie), od 23 kwietnia sam zaczął stawać przy kanapie. Teraz potrafi przejść do któregoś z nas całą jej długość. Wspina się wszędzie gdzie może. I gdzie nie wolno. Psiutmistrza uwielbia, chętnie daje mu buziaki (to obopólna przypadłość ;)), głaszcze (bardziej klepie i wydziera sierść), dotyka uszu, są próby dotknięcia oczu, no i ogonka, który jest tyci (a raczej podogonawą część, która jest zakryta powyższym).
Po szpitalu, w którym niestety się znaleźliśmy w połowie maja, stał się o dziwo! bardziej kontaktowy, społeczny. Polubił nawet to, że obce osoby (pielęgniarki) biorą go na ręce i ćwierkają, pieszczoszkują. Nie reaguje już płaczem na babcie, ciocie, dziadków. Niestety mojego brata się boi (nie wiem czy to wina długich, rozpuszczonych włosów? hmmm).

Moje relacje z mamą M. są - uważam - coraz bardziej serdeczne. Więcej dostrzegam, staram się być uważna, mniej zawzięta, obrażalska. Z różnym skutkiem. Ale, staram się.
Z M. jest różnie. Sami widzimy, że wieczorny czas "tylko dla siebie" skutkuje niezadowoleniem, kłótniami. Wspólny front jest najlepszą opcją. Uczymy się tego. Każdego miesiąca.
Niewiele myślę o sobie. o "higienę umysłu" (cokolwiek to znaczy), tę na poziomie podstawowym dbam poprzez rozmowy z M. i czytając ... Plany o coś więcej stały się mrzonkami.  Nie wiem na jak długo.


Drzemka Maksia dobiegła końca. Wracam do całusów, pierdzichów. Serduszka o wadze 9+

czwartek, 13 kwietnia 2017

33

33?
Tak.
Czego Ci życzyć...?
... Czuję pełnię. W zasadzie wszystko mam o czym marzyłam, a co się tylko śniło. Ale... dalszej miłości i harmonii w związku, w życiu rodzinnym...Tak. To to.
Zdrowia.
Inne sprawy załatwimy razem. Po przemyśleniu lub idąc na żywioł. Prawie wszystko jest do kupienia. Kwestia ceny.

Bezcenne. Uśmiechy zębozaurusa Maksia. Przed chwilą ... rozmowy przez telefon z Tatą-Dziadkiem, gdzie ja ściszam głos, bo Maksio śpi, a Tato ...papuguje mnie w tym. Bo Maksio śpi. :) Mama, rzucająca robotę przy pasztecie i myciu kryształów, bo jesteśmy z Maksiem i Perełkiem, a ja zrobiłam sernik i nie mam z kim go zjeść, choć jeden taki tańczy jak baletnica z reklamy ...na dwóch łapkach.
W., która niedawno wstała, a już pięknie śpiewa urodzinową piosenkę i nagrywa filmik wraz ze swoim Synkiem.
M., który mocno przytula i kocha.
Te wszystkie piękne życzenia, od wspaniałych osób.

Jest mi tak dobrze.
Dziękuję.

pyszka, kremowy sernik. wspaniała kartka, cudne życzenia, dziękuję :)

wtorek, 28 marca 2017

El Pełzakko.

Maksio pełza (początki - 10marca).
Pełza wszędzie gdzie może i nie może. Jest silny (próbowałam pełzać, serio to trudna sprawa, co innego czworakowanie) i wytrwały. Niestraszna ma śliska podłoga mozaiki i płytki, wełniany dywan i przeszkody. Obrany cel lub bezcel i jazda!
Z uporem maniaka liże podłogę, dywan, stół, krzesła. Dziąsełkuje (choć zęby się klują i klują) zawzięcie kable (NIE, NIE WOLNO ...to nowe TAK), siatkę z ziemniakami, marchwią, opakowanie muszynianki, miski Bulwozaurusa (od kilku dnia chowane na czas pełzaka). Posłanie wspomnianego.
Dzięki nabytej umiejętności moje, nasze ręce zostały odciążone. Ulga ogromna. ;) Biceps ucierpi na tym. Trudno.
Ale. Wraz z pełzaniem i wkładaniem wszystkiego do buzi, lizaniem (prawdopodobnie buty też, bo już były w rączce, już witały się z usteczkami) Maksio dostał potwornej wysypki. Choć to również zbiegło się z podawaniem przeze mnie ugotowanych wcześniej musów i obiadków. :( W miniony czwartek byliśmy w przychodni – dziecko zdrowe, przyszło do dzieci zdrowych (brawo moja była sąsiadka, położna środowiskowa!) - pani doktor stwierdziła, że to nie jest alergia pokarmowa tylko od przysłowiowej „lizawy wszystkiego”. Przepisała maść z antybiotykiem. Tylko, że do zeszłego tygodnia kropki, krostki były ograniczone do buzi, a od niedzieli są już na nóżkach i rączkach, z tym, że nie zaognione. :( Maksio będzie miał podawane musy do kaszki - słoiczkowe, obiady pozostaną bez zmian. Zobaczymy czy coś to da. Dlaczego tylko musy? Bo o ile do obiadów produkty są sprawdzone, to owoce, a dokładnie gruszka mimo że z Polski była marketowa (jabłko z eko hodowli [państwo prowadzą gospodarstwo z certyfikatem]). :(
Jak wspomniałam przyszliśmy do przychodni z dzieckiem zdrowym i odpukać na ten czas tak jest. Tylko...tylko my chorzy. No OK, przeziębieni.
M. zasmarkany, kaszlący, psikający, z drapiącym gardłem i bólem w kościach. Ja podobnie. Maksiolo, jako że śpi ze mną też dziś trochę ciężej oddychał, ale na ten czas tyle.
Nie bez znaczenia dla przeziębienia było to, że pomagając w końcowej fazie wprowadzania się do nowego mieszkania przez W. i małego M., M. niefrasobliwie, spocony po skręcaniu mebli wychodził na fajkę na balkon. Ubrany byle jak. ;/ Kurnia, to e-papieros, wydmuchuje się - z tego co wiem - tylko parę wodną. Poza tym łazienka ma ono, mógł palić tam. Noale. Piszę/mówiłam to po fakcie.
Oby cholerstwo wysmarkać, wykasłać i będzie dobrze. Tak sądzę. Jednak niepokój o Maksia i jego zdrowie gdzie tak we mnie jest i ostatnie szczepienie, przecie wzw b przełożę z 4.04 na odleglejszy termin.

Starsza szwagierka zaproponowała ostatnio muzyczne warsztaty dla maluchów (0-18 miesięcy). Do zeszłego piątku skłonna byłam zapisać nas na nie. A teraz, przy tych naszych smarkatach i rozognionej, krostkowej buzi Maksia i niepełnym szczepieniu, waham się.

Powoli myślimy o chrzcie. Wierząca, acz niepraktykująca. Wierząca wybiórczo. Niewierząca. Hipokrytka. A i tak zgadzam się by mój syn należał do kościoła katolickiego, z naukami którego w wielu sprawach się nie zgadzam. Którego tak naprawdę nie znam i na poznaniu mi nie zależy. By zrobić przyjemność? dziadkom, chrzestnej. Najpewniej. Bo jak inaczej myśleć o mnie, gdy bardziej zajmuje mnie wybieranie kolejnej (i odsyłanie) sukienki, butów, ubrania dla Maksia, M., wystroju naszego małego eM...? Tak właśnie przygotowujemy się do chrztu.



Tymczasem Skrzat się wybudza z drzemki, by pouśmiechać się i pooblizywać wszystko co się nawinie pod rączkę, a ja szykuję obiad dla Bulwy i nas do poobiedniego spaceru około 13:30.

Dobrego, słonecznego dnia!