poniedziałek, 28 grudnia 2015

Wstążeczka.

Wiemy od tygodnia.
W miniony poniedziałek, rankiem, wiedziałam, że już czas.
Lekkie zdziwienie. Leciutka różowa wstążeczka. M. ucieszył się, ale nie dowierzał.
Popołudniu, po pracy, pierwszy raz beta.
134,3

M. już wierzy. Cieszy się. Uwierzył już rano. Smsów bez powodu - ot takich zaczepialskich - miałam od Niego mnóstwo. Zwykle wysyła jeden lub dwa ...

Jest wtorek. Sporo spraw do ogarnięcia. Za dwa dni wigilia. W bibliotece wybieram kilka książek. Zastanawiam się, czy to nie za dużo, w sensie, czy powinnam dźwigać te tomiszcza, skoro idę jeszcze po zakupy. OK dam radę. W stokrotce to i tamto, sok, woda niegazowana, szklany talerzyk w kształcie ryby ... Siaty na ramiona i … czuję, ze przesadziłam. I to grubo. Z drżeniem idę do domu. To niedaleko. Dasz radę. Wcale nie jest tak ciężko. Ooo już, prawie …
Później zesrana siadłam na kanapiszczu i robiłam samej sobie reprymendę.

Środa. Późne popołudnie. Kolejna beta.
Kombinuję co by tu … tak żeby się nie zamartwiać. Cholera, szkoda, że idą święta. Lux med zamknięty. A ja tak bardzo chcę wiedzieć, wierzyć, że to nie sen. OK, nie mogę wykonać bety 25.12, ale mogę ...kupić test.
Wyniki ok 19.00 Jest! Jest wzrost!
458,1

Pięknie! Wielki kamień z serca.

Czwartek, ostatni dzień pracy w tym roku.
Rano. Nic nie czuję. Nic. Żadnego rozciągania. Nic. M. wyszedł na poranny spacer z buldożerią. A ja siedzę i wyję. Robię śniadanie, przez łzy. Wchodzi M. w uśmiechem, wbiega psiut. Ja płaczę.
M. powoli mnie uspokaja. W pracy czuję znajome już od 3 dni bóle. Jak na okres. Tylko to nie okres, a ja oddycham spokojniej.

Wigilijny wieczór spędzamy u teściów. Bożonarodzeniowy poranek jest dla moich Rodziców i Brata. Nerwowość, poprzedzona moim wybuchem. Życzenia... mówimy o ciąży. Wielki, niedźwiedzi, familijny uścisk. Schodzi ze mnie ciśnienie. Teściowa ciągle świdruje mnie wzrokiem …

25.12
Rano sięgam po test. Po kontrolnym różu, wychodzi obok kolejna, różowa wstążeczka. To już 5. :)
Przed śniadaniem mówimy mojej Rodzinie. Tato, co było do przewidzenia - mocno wzruszony. Płacze. Podobnie Mama. Brat oszczędny w uczuciach, gratuluje.

Upływają dni. Tak bardzo chciałabym by wszystko przyspieszyło. By był już początek września …
M. jest jak zwykle jest moją ostają. Jest spokojem.
Mam silne ataki paniki. Że to już koniec. Nic nie czuję. Nie tak powinno być. Wczoraj wieczorem wpadłam w najprawdziwszą histerię. To było straszne! Dziś rano i w południe ...znowu.
Rano pojechałam na betę.
Znowu wzrost. Dobry. Wytyczne kalkulatora ...porównywanie. Pewnie niepotrzebnie się katuję, ale to silniejsze ode mnie.
Miałyśmy się spotkać z W. Dopóki jest nad R., razem ze swoją rodziną. Nie wiem czy się zobaczymy ...przez moją wybuchowość, płaczliwość.

Jest we mnie dużo strachów. Nie pozwalam sobie na radość. Choć kiełkuje we mnie życie.
Choć już wiemy, to oszczędzam sobie czułości. Ciut wybiegam w myślach w niedaleką przyszłość i za chwilę karcę się i mam ochotę robić wszelkie zabobonne rzeczy, by odczynić uroki. Zaklinać rzeczywistość.
Po cichu ...marzę...

Proszę, trzymaj kciuki.


PS. Olga, czarodziejko! W. też nią jest. 

piątek, 27 listopada 2015

Black Friday

Black Friday

Do głowy by mi nie przyszło, że te dwa słowa znaczą coś, konkretnego. Że to torpeda. Mnie dobór słów skojarzył się negatywnie. Do tego stopnia, ze zaczęłam googlać. No bo 'Czarny Piątek'...?
Ha! Googlując, pootwierałam na lapku kolejne strony, kolejnych sklepów internetowych i ...przepadłam. Tutaj torebka, tam biustonosz.... A wypłata dopiero co wpłynęła! Aaaa! A przecież idą Święta. I będzie na co i na kogo wydawać (nie wiem, czy Ci wspominałam, uwielbiam obdarowywać :)). No, ale jak to z flotą, przypływa, odpływa, a radocha z zakupów - w dobrej cenie – bezcenna.
Pomimo przepięknego, słonecznego dnia miałam i mam swoją małą czarną odsłonę. Siebie.

Mąż na pracowej imprezie. Ja sama, tzn z bulwozaurem, ale słabo się dogadujemy, więc, ja, sama. Piszę zaległe mejle, całkiem sporo ich. Przepraszam, że zwlekam. Nie robię tego do końca świadomie.
Pootwierane czasopisma, pozaczynane, oznaczone zakładkami książki. Igła czeka na nitkę, a na nie guzik.
Obiecana karmelowa herbata, jest herbatą o smaku świeżo wyłuskanych orzechów włoskich. Bez gorzkiego posmaku. Ale jest zimna, podobnie jak filiżanka i moje dłonie.
Za chwilę szykujemy się z bulwą na wieczorny spacer.

I chyba dziś zacznę, w końcu, kolejny sezon AHS. I może łyknę te dwa apapy, które miały być połknięte kilka godzin temu, bo ból choć znośny coraz bardziej doskwiera. I może okres zdecydowałby się przyjść! Choć to dopiero 24 dzień, ale dość już mam patrzenia na to co nieuniknione. 



Idziemy na spacer.

niedziela, 20 września 2015

Na ucho.

Miesiąc wahań, zarówno emocji, jak i decyzji.
Od niewiary, do przenoszenia gór. Spojrzeniem.

W zeszłym tygodniu przyszedł okres, przedwcześnie. Czy kiedyś, to że przychodzi nie będzie bolało? Nie będę się czuła jak obita. Sama sobą?

Od wczoraj mam się lepiej. Mam dla M. i siebie więcej niż garść dobrych słów. Nowy cykl. Nie chcę wytyczać przymusowych, idealnych dni, zerkać, zapisywać, kalkulować. Iskrzy, to kocham. Kochamy się.
Nie chcę odpowiadać na wciąż zadawane pytania. Głównie przez W. (wiem, że chce dobrze)
Czy ufam doktorowi Sz.?
Co on w zasadzie mówi, zaleca, diagnozuje?
Czy to nie czas, by udać się na Bocianią?
Czy M. nie powinien się już zbadać?
Czy?
Czy?
Czy?

Niektóre sprawy zamknęłam głęboko w sercu. Wyrzuciłam klucz. Jest mi łatwiej, nie wiem czy lepiej.




Na ucho.
Trzymam kciuki, mocno. I cieszę się. :)
Moja Kochana W. jest w ciąży. :)) To prawie 8 tydzień! Serduszko puka w rytmie cza-cza. Tekst - pisownia- oryginalny. :> :*



Uwielbiam ten utwór. 

środa, 19 sierpnia 2015

Pamięć nie-ulotna.

Krążkujemy z bulwą. Krzyczę do M. O! Ostatni strupek odpadł! Ale szybko się zagoiło, to dopiero tydzień... Jaki tydzień?! Dwa tygodnie. Tyle zajęło skórze pełne regunerum.
Pamiątka z Hali Gąsienicowej. Całkiem zgrabna. Przypomina mi moją „baletnicę” na czole. Wymyśliłam to określenie-imię dla blizny jako 5 latka. Baletnica, to (na dzień dzisiejszy) płytka blizna długości ok. 1cm, zaczynająca się powyżej linii brwi, na środku. Blizna jest smukła, tak jak baletnica, gdy robi piruet, stoi na palcach (puentach?), wyprostowana jak struna, z rękami nad głową.
Podobnie jest z obecną blizną. Długość ok. 2cm, róż z odcieniem lila. Jezioro łabędzie. :)

Bliznę 'nabyłam' w 4 dniu pobytu w Zakopcu. Schodziliśmy z Czarnego Stawu Gąsienicowego już lekko zmęczeni. Ja, jako że ćwiczyłam w domu dużo mniej niż M., byłam lekko-bardziej zmęczona. Aparat ciążył, podobnie jak nogi, żar lał się z nieba, chwila nieuwagi i leżę. Wykonałam klęko-siad. Łzy w oczach, za chwilę rechot. Pani pomagająca mi wstać - w konsternacji. :D M. też.
Otrzepuję dłonie, kolana. Syk. Dziura w spodniach, dziura z nodze, leci krew … w głowie śpiew Żaby Moniki … dziurę masz w najnowszych spodniach. Za parę minut M. zaczyna nieudolnie śpiewać tą jedną jedyną, znaną sobie linijkę. :) Aparat obity, podrapane ręce. Mocno kulejąc schodzę do Doliny Jaworzynki.
Myślałam, że przez rozbite kolano będę uziemiona w okolicach pokój – Pardałówka I ewentualnie Krupówki. Nic bardziej mylnego. Rana zasklepiona, tylko siniaki coraz większe, ale jeszcze bez kolorów tęczy, zatem w drogę.
Po raz pierwszy weszliśmy do Doliny Roztoki, dalej Dolina Pięciu Stawów.
Boska wielka Piątka! Chyba najpiękniejsza. Myślę, że kilkaset osób, które były tam razem z nami, myślało podobnie.
Przeglądam zdjęcia, chcę wstawić 2-3. To nie to samo, ale …

Wyświechtane powiedzenie o ładowaniu akumulatorów ma dla mnie nowy, prawdziwy sens. Te wyjazd był mi, nam bardzo potrzebny. Oderwanie się od obowiązków, powtarzalności, przewidywalności. Takiej, prawie do ostatniego przecinka. Prawie.
A jaki piękny i pysznie dobry był powrót do naszego małego m. Cudowne uczucie szczęścia i przynależności.

Uwielbiam wypoczynek w górach. Ten rodzaj dobrego zmęczenia, okupiony podczas wspinaczki dudnieniem w uszach, urywanym oddechem, momentami zwątpienia … by za chwilę, gdy podnoszę oczy uśmiechnąć się, ot tak. Bo zdobyło się kolejny kawałeczek szlaku, kolejne wzgórze za nami … a to co przed nami rysuje się jeszcze lepiej.
Lubię gdy krajobraz zmienia się dynamicznie.
Myślę, że podobało by mi się w Chorwacji … albo gdzieś w Grecji. :)


Za mną wizyta u gina. Wg USG prawie wszystko wygląda bardzo dobrze. Miałam owulację, ciałko żółte o takiej i takiej wielkości (ten cykl niestety był stracony przez tabletki, które przyjmowałam … nie nie chodzi o bromka). W lewym jajniku mam torbielkę (pisownia oryginalna) o śr. 35 mm o ultrasonograficznych cechach torbielki ciałka żółtego. Podobno ma się wchłonąć.
Pytałam o bromka. Gdybym zaszła w ciążę, najprawdopodobniej będę go przyjmować, pomimo że ulotka głosi inaczej ….
Aha i wg USG nie mam lekkiego tyłozgięcia macicy – położenie pośrednie.
No i najmniej miła wiadomość. Dostałam opis, 3 zdjęcia, wszystko w ładnej, sztywnej kopercie luxmedowskiej. Pytam o receptę na broma. Za jakiś czas kończę drugie opakowanie. A pan doktor Sz. zaprasza mnie na kolejną wizytę w celu wypisania (wydrukowania) recepty. Nosz kur.a! Wstępnie umówiłam się na wizytę na 27.08, ale wolałabym by odbyła się ona już w przyszłym miesiącu...

Kończę.
Ćwiczenia czekają.

Na dobranoc. Zdjęcia ...  
Mały Staw, w głębi Wielki Staw Polski

Dolina Gąsienicowa


Czarny Staw Gąsienicowy


Od kilku dni to zdjęcie - mural to tapeta na moim kompie. Śliczny, prawda? 

Nie pamiętam skąd zapożyczyłam... źródło ...net



poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Włączam pauzę.

Piszę ostatnie maile. Pełne emocji oraz – mam taką ciszą nadzieję – słów pociechy.
Segreguję, sprzątam, wyrzucam. W biegu łatwiej pozbyć się spodni, których nie zakładam od roku … Którą płytę wziąć? Składanka wydaje się być optymalna. Popowo, bez wgryzania się w tekst i szukania drugiego dna. ;) Muzyczna wata cukrowa! Jeah! :))

Bagażnik powoli się zapełnia. Podobnie jak moja walizka. Jak zwykle przesadzam z ilością koszulek i spodni, ale inaczej nie potrafię, bo może a nuż ten dodatkowy biały T-shirt okaże się niezbędny... W końcu w urlopową – cudownie-słoneczną-bezwietrzną pogodę wstrzeliliśmy się wręcz idealnie. Czy ktoś nie dowierza, że marzenia się spełniają? :)

Powoli zamykam kramik z potrzebami, prośbami, roszczeniami, przetargami...

Cudowna chwilo wytchnienia trwaj!

Ciao!

zawsze w okolicach urlopu towarzyszy mi ten utwór:
enjoy!







niedziela, 26 lipca 2015

Smakowicie.

Miniony łikend to moc kolorów i spotkań. To również lekko wyblakły koloryt wspomnień.
Wakacje na wsi. Te dobre dni dzieciństwa, które obfitowały w moc wydarzeń zarówno rano, jak i wieczorem … Pełne radochy z każdego promyka słońca, jak i kropli deszczu. Bo byliśmy my - trójka lubiących się dzieciaków.
Nasz niebieski namiot, który po rozłożeniu był zamieszkały, ale już nie przez nas. Stawał się domem dla szczypawek, oraz wszelkiego możliwego robactwa.
Kromka ciepłego chleba grubo posmarowana pasztetem, z obowiązkowym pomidorem.
Wypady po kurki do lasu. Po jagody, na biszkopt.

To nasze smaczne życie.

Wczorajszym popołudniem mocno wgryzałam się w te smaki dzieciństwa i rozkoszowałam każdym kęsem.


Tegoroczne lipcowe łinedy spędzaliśmy u moich rodziców. W domu, po dziadkach. Pomagaliśmy przy remoncie. Badałam grunt, czy psiut może zostać u rodziców. Może. Trochę się o niego boję. Moja mama, zresztą tato również traktują go często jak dziecko, a nie psa. Także na porządku dziennym jest poczęstunek pomarańczką, ziemniaczkiem, wędlinką, ciasteczkiem. Ale również kośćmi kurczaka (ile razy można mówić o możliwości perforacji żołądka....? 100 razy to mało! ;/).
Bulwa nie je takich rzeczy, ale do rodziców to nie dociera.
No i ich wielki, kudłaty przyjaciel. Nienawidzący bulwy z całą psią mocą....


Po raz pierwszy dom i okolica zostały uwiecznione na fotkach. W końcu!
Na zdjęciach, kilka razy uchwyciłam tatę. Ależ on się postarzał. Zeszczuplał, zgarbił się, jego włosy nie są już szpakowate, a prawie całkiem srebrne. Coś mnie ściska jak go takim widzę.
Ale to nieuchronne.
To w końcu bardzo dojrzały człowiek. :)

Wczorajszy dzień to zapach i smak wspomnień.
Dzisiejszym był spójnik w kwiatowej oprawie. Mama nacięła dla mnie mieczyków.
Dziś rano przyszli teściowie. Na kawę i ciacho. Otrzymałam śliczny bukiet pastelowych kwiatów.
Po południu urodzinowy grill u znajomych.
Wieczorem mama Ł, kręciła się to tu, to tam, cięła kwiaty . Jakież było moje zdziwienie i radość, gdy okazało się, że to dla A. i dla mnie.
To było wspaniałe!

Cudowny łikend, pomimo jednej cięższej rozmowy.

Jeszcze tydzień i urlop.
Oby to był dobry tydzień.


Uchwycone
u mamy w szklarni

Pokój po remoncie. Oddech i potencjał ot co!

oldschool

pastele

za uśmiech

wtorek, 21 lipca 2015

Miks.

W sobotę minął tydzień od kiedy przyjmuję bromergon. I jest dobrze! Nawet lepiej. :)
W ciągu pierwszych trzech dni, czułam się tak jakbym dostała obuchem w łeb i przechodziła fazę ciężkiej niemocy, w sumie byłam otumaniona, ale zadowolona. Trwało to może, hmmm ... maksymalnie godzinę, nie raczej pół godziny. Po tym czasie mega suchość w nosie (trwa to do tej pory). I nic więcej. Od 11 lipca, nie mam żadnych dolegliwości migrenowych. Odpukać, splunąć przez lewe ramię :o – pasuje mi to. Bardzo.

Sporo rozmawiamy z W. Jako domorosłe lekarki, konsultujemy nasze przypadłości, i sugerujemy jak sobie pomóc. A to książką „Dieta dobrych kalorii” Philip'a Lipetz'a, a to przyjmowaniem acardu, albo nie przyjmowaniem go.... Na dniach mocniej niż zwykle trzymam kciuki za W. i B.
Kochani! Wierzę, że uda się!

Po zacieśnianiu więzi z W., czuję że przyjaźń z D. (moją przyjaciółką ze studiów), powili dostaje supłów i pętelek, a gdzie indziej puszcza ścieg. Jest mi z tym źle. Gdy pytam, co u niej, dlaczego milczy... odpowiedź jakiej mi udziela jest taka jakiej ja udzielam, gdy chcę kogoś zbyć. :( Nie jest to przewrażliwienie. Na pewno nie!
Jutro jest JEJ dzień. Mam nadzieję, nie, liczę na spotkanie. I dłuższą chwilę rozmowy.


Poza tym niewiele się dzieje.
Kompletuję 'górską wyprawkę', jak to nazywam w myślach. Korzystam z wyprzedaży, ale mądrzej, niż miało to miejsce na początku miesiąca. Gdzie każda dostawa free nęciła i wabiła, a ubrania na modelkach wydawały się idealne dla mnie. Heh.
Ćwiczę. Nieregularnie, ale ćwiczę. W dniach gdy odpuszczam, dłużej spaceruję w bulwą. Nie jest to przebieżka, ani forma dżogingu, ale dla mojego sumienia znaczy to tyle co spokój.

Staram się jeść smacznie i zdrowiej. Od tygodnia moim popisowym daniem jest kaszotto. Serdecznie i z czystym sumieniem polecam tą smaczną i prostą w przygotowaniu potrawę! http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/botwinka/kaszotto_z_kurczakiem_botwinka/przepis.html Mój przepis to ciut więcej oleju (właśnie dodaję olej, zamiast oliwy z oliwek), bo w podanych 'łyżkach', niestety ale składniki przypalały się.

Poza tym, od niedzieli jestem miodową blondynką. I fajnie mi z tym. :)

Ciao!

czwartek, 9 lipca 2015

Wieczornie.

Od jutra zaczynam przyjmować bromergon. Obsuwa jest spowodowana łykaniem innym pastylek, które nie powinny być łączone właśnie z bromkiem.

Lampka wina, którą dopijam spowodowała miękkość, łagodną niemoc … otula mnie bezładna plątanina myśli.
Ciekawi mnie, czy bromergon to w moim przypadku TEN lek, który pomoże, odblokuje, a co za tym idzie uwolni. Czy będę mogła zajść w ciążę?
Czy to sprawa mojej głowy?

Ciekawe jak to jest być w ciąży. Nie tylko na chwilę.

Ostatnio obserwuję ludzi. Długo. Zarówno tę staruszkę z różowo-fioletowymi włosami, jak i faceta w czarnych skarpetkach, krótkich spodenkach, jak i młodą dziewczynę w ciąży.
To wszystko cud. Cud narodzin. W większej mierze wyczekany. Głaskany, tulony, uczony, karcony. Duma. To radość dla swych rodziców. Ktoś jedyny, mimo że oddzielny. Idealny.
Chcę doświadczyć rodzicielstwa. Bardzo. Zrobię wiele, bardzo dużo. Wszystko.
To spala mnie. Nie chcę być kupką popiołów. A jeśli … niech coś na tym wyrośnie.

Proszę.


Druga lampka wprowadza większy zamęt w mojej głowie. Delikatne pieczenie w przełyku jest nawet przyjemne. To ostatni raz gdy piję alkohol w tym miesiącu. Nie żałuję.
Bez niego i tak dochodzę - w sobie - do momentu, gdy opanowuje mnie bezbrzeżny smutek.
Rekompensatą są zakupy. Są to zakupy niby przemyślane, a na serio to obsesyjno-kompulsywny szał. Dobrze, że większość sklepów uwzględnia zwroty. Choćby wspomniany w poprzednim poście tchibo. Jutro muszę zabrać się m.in. za zwrot płaszcza. I spodni. Chyba...

Cieszę się, że przezwyciężam moją niechęć i lenia i zaczęłam ćwiczyć. Widzę rezultaty u M.
Warto wylać pot, złość, ból. Zmagać się z drżeniem całego ciała, gdy można obserwować rezultaty swojej walki. Ja u Męża widzę. Zresztą nie tylko ja.
Myślę, że do wyjazdu w góry przyda się lekki rozruch mięśni. Mniejszy zasap mniejszy wstyd.

Dobranoc.

wtorek, 30 czerwca 2015

Trzecia.

Zajadam lody. Niepowinnam. Bo moje krągłości, są coraz lepiej zaakcentowane, a coraz trudniejsze do ukrycia. I M. niby śmiechem, żartem, a najbardziej słownym uszczypem lubi to podkreślać.
Phi, sam ćwiczy dopiero od miesiąca. Noooo, ale ćwiczy. Fakt.
I trzyma się swojego postanowienia, czyli śniadanie z prawiepieczywem (wafle ryżowe), koktajle, woda niegazowana. Więcej gotowaniny, niż smażonego...

Te lody to na zgodę.
Tiramisu, które ma zamknąć buzię. Sztucznym pocałunkiem.

O przewrotności!
Zadziałało.
A nie powinno. Choć głupio tak się gniewać.
W zasadzie o coś poszło. O nic.
O przecinki i kropki w niewłaściwych miejscach. O brak wyjątkowości w TYM dniu. O wyjście do kina, którego nie było. O nie taki dzień, jaki miałam w myślach.
Ale czyja to wina?

I tak było dobrze. Najlepiej, jak mogło.

Rano, od 'wirtualnej' koleżanki (J.) otrzymałam przemiły sms.
Upomniałam się o swoją resztę.
Starsza ani w autobusie chciała mi ustąpić swoje miejsce (Boże! To pewnie ten brzuch. Nieciążowy. I dziwnie zarumieniona twarz. Nie wiem co to...).
Jadłam - po raz pierwszy w tym roku – czereśnie. Pyszne!
Zamówiłam śliczny czerwony płaszczyk w tchibo.
Chyba mamy miejscówkę w Zakopanem. Dzięki J.

Mamy siebie.
Ja wiem, że to dar.
M. pomimo (…), albo dlatego. Kocham :*

brzydka ona, brzydki on...
 Moje ukochane, brzydkie sentymenty. Najważniejsze, że w brokacie. ;)

niedziela, 28 czerwca 2015

(Z)dawkowo.

Wyniki badań z 21 d.c.

Progesteron 16,55 ng/m
Testosteron 64,15 ng/dl (norma 14 – 76,00) doktorek powiedział, że jest OK... serio? Nie za wysoki poziom?
Estradiol 182,94 pg/ml

Wizytę u doktora Sz. miałam w miniony czwartek. Z powyższych wyników pan doktor był zadowolony. Z poprzednich również. Z pominięciem prolaktyny, na zbicie której dostałam …. tam ta ram bromergon. Mhym Recepta opiewa na 2 opakowania.

Doktor Sz. powiedział o możliwych skutkach ubocznych (małe zapaści! :o zawroty głowy, ból głowy, mdłości, spadku ciśnienia … ta mów mi jeszcze przy moich migrenach i normalnym ciśnieniu 90/70 ;/). Pytał o zaburzeniach widzenia. Teoretycznie ich nie mam, chyba, że moja przyjaciółka migrena odezwie się ze swoją arią.
No to OK.
Dawkowanie 2 razy dziennie 0,5 tabletki rano, 0,5 tabletki wieczorem. I wydrukował na recepcie 3 razy dziennie po 2/3 tabletki. BOSKO. Zorientowałam się w drodze do autobusu.
Super, bo doktor tak jak się domyślałam jest przez cały lipiec, a w zasadzie już od 30 czerwca na urlopie i przy takim przyjmowaniu tabletek, skończyłyby się gdzieś w okolicy moich lipcowych imienin. Brawo. Zatem, mam zamiar łykać bromka tak jak doktor wskazał w mowie, a nie na piśmie.
Kolejna sprawa. Łykając bromergon, możemy się starać.

- Aha, panie doktorze, a gdyby się pojawiły 2 kreseczki?
- Zaprzestać łykania tabletek. Wypiszemy receptę na luteinę.

Fajnie. Bo wiesz (o ile zobaczę upragnione 2 kreski), pan doktor będzie wtedy na urlopie (albo ja) i receptę wypisze mi jego...? No właśnie.
Nie wiem co o tym myśleć. Czemu pomimo „naprowadzania”, doktor Sz., nic z tym fantem nie zrobił?
Przedziwność.

Mam skierowanie na USG.W sumie, nie wiem po co, skoro wystarczy, że przy rodzaju wizyty/badania zaznaczę porada ginekologiczna/usg ginekologiczne etc
Oraz skierowanie na badanie prolaktyny. Powinnam ją wykonać za 2-3 miesiące.

Zapewne we wpisie jest odczuwalne moje umiarkowane zadowolenie.
Nie wiem, czy pan doktor był już myślami na hamaku pod palmami, czy śmigał po pustyni na dromaderze, ale chyba nie był ze mną w gabinecie w ubiegły czwartek...

Co do urlopu. Szukałam dziś noclegów w Zakopanem i zonk. Tzn noclegów na początku sierpnia jest całe mnóstwo, ale nie wiem czego i jak szukać. I te mieszkania... Przyznaję nigdy nie było to na mojej głowie...
Wiem, że jedziemy na 7 dni.
I baardzo się na to cieszę. :D


Dobranoc.

środa, 17 czerwca 2015

Urlopowy czas.

Układam kwiaty w wazonie.
Kupiłam nową książkę.
Codziennie, wraz z W. staramy się rozmawiać. Co prawda jest to rozmowa głównie w @, czasem telefoniczna. Myśli niepoukładane, myśli odhaczone. Hasła. Nowe przepisy np. na naleśniki!
To rozmowy skończone jakby po zaczerpnięciu głębszego oddechu.
Cieszę się, że mamy siebie.
W. jeszcze nie wie, że idzie do niej kartka, na urodziny. Mam nadzieję, że tym gestem sprawię jej radość. Mi wybór kartki i spisanie myśli z życzeniami sprawiło dużą frajdę. :)

Mam mnóstwo czasu na odkrywanie nowych blogów. Nie tylko o niepłodności, choć nie powiem palce same układają się w słowa, frazy pt hiperprolaktynemia, niepłodność, tęsknota. Skutki wyszukiwania jak dotychczas napawają optymizmem, że może być dobrze.

Szukam innego koloru - dla naszego mieszkania - niż jedyny słuszny biały. Oporna jestem w tej materii.

Niecierpliwie odliczam dni do wizyty u gina.
Szybciej, szybciej. Chcę działać!


Często tulę bulwę. Tak bardzo cieszę się, że jest. Sierściuch niejednokrotnie przywoływał mnie do pionu. Przewrotne. Rozumiemy się bez słów.




subtelność. tego mi we mnie brakuje...



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Słabo.

Wyniki dzisiejszych badań:

FSH  6,96    mIU/ml             
LH   6,66    mIU/ml             
Prolaktyna    49,38    ng/ml    1,90    25,00    H


Zdołowałam się.
Nie ma zakreśleń na czerwono, ani innych wykrzykników przy FSH, ani LH, więc powoli wypuszczam powietrze, ale ta prolaktyna ... Jezu! No w kosmos wyjebana!
(Prawdopodobnie) Mam hiperprolaktynemię. Ciekawe, czy skończy się jedynie na bromergonie...?
I jak wyjdą inne badania...

Hiperprolaktynemia. Moje drugie imię. Na dziś.
Drży mi powieka. Boję się. A zarazem czuję falę ulgi. Bo wiedziałam. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Ten trądzik (OK, różnie to wygląda, zależy od dnia cyklu) w wieku 31 lat,  hirsutyzm (OK, OK nie jestem kobietą z wąsem, a jednak!), nerwowość, depresyjność, drażliwość - no przecież.



Dobrze, że dostaliśmy od rodziców zapas truskawek. Będę zajadać smutki. I to zdrowo, bo dziś M. odebrał - zamówiony w dniu wczorajszym - blender. Będzie koktajlowo :)
Jarmuż, banany, kiwi, ananas. Ja wam pokażę! :)



Aaaa na wyniki ASO przyjdzie mi poczekać. Mam nadzieję, że chociaż tutaj mogę liczyć na spadek. I to znaczny.

                                             ###

Wyniki ASO odczytałam wczoraj po 22giej. Nosz kurnia nadal podwyższone :(
ASO369,0IU/mlnorma do 200


Usunęłam dwie ósemki. Czuję się w miarę dobrze. Chyba prócz gina, będę musiała odwiedzić również laryngologa.
Zgrzytam zębami.

czwartek, 4 czerwca 2015

Negatywny.

Poranny test wyszedł negatywny.
I jak to jest, że wiedziałam, a i tak poczułam smutek? Test rozbroiłam, ale patrzenie pod światło nic nie zmieniło. Żaden realizm magiczny.

Późnym popołudniem przyjechaliśmy od teściów. Przepyszny obiad, smaczny deser równa się włączony autopilot na drzemkę. No ale po takiej liczbie kalorii to było nieuniknione. Obudził mnie ból podbrzusza. I już wiem. Toto. Wyczekany okres.

Za chwilę odmówię wizytę u gina, teraz zastanawiam się czy lepiej iść na badania w sobotę, czy w poniedziałek. Cholera, szkoda, że pracuję akurat w te dni.

Idę na balkon, poobserwujemy z bulwą wieczór nad miastem.

środa, 3 czerwca 2015

Dziwne dni.

Niby okres z niedzieli nie rozkręcił się. Kilka plamek. Koniec. Poniedziałek jeszcze mniej plamek. Koniec. I trwa to do dnia dzisiejszego... Dziś jest to kolor beżu.

Nie wiem co o tym mysleć, ale rano robię sikańca. Przed chwilą zalogowałam się do mojego gina na 9.06 ... Wcześniej rozmawiałam z W., smsowo. Nie łudzę się. Tak wiem, każda ciąża jest inna, ale nie mieć żadnych, najmniejszych objawów? Tkliwości piersi?, ciągnięcia w dole brzucha? Nie wierzę.

Mam dziwne plamienia.
Ładną cerę.
Wyczulenie na zapachy (ale ten typ tak ma).

I stos (50, a zamówiłam 20) testów owulacyjnych + 5 ciążowych.

Dobranoc.

niedziela, 31 maja 2015

Po wizycie.

Wizyta u doktora Sz. była krótka i treściwa.
Badania do wykonania:
3-5 dzień cyklu FSH, LH, prolaktyna
19-21 (nie standardowe 19-23, ponieważ moje cykle są baaardzo nieregularne 24-30 dni, ale nazwijmy je umownie comiesięczne ... pan doktor m.in. z tego powodu rzucił po raz pierwszy hasło 'policystyczne jajniki'! ... mam nadzieję, że to jednak nie TO) dzień cyklu estradiol, progesteron, testosteron
Kolejny zestaw badań prawdopodobnie za miesiąc.
Tzw 'przegląd' nic szczególnego nie wykazał, ale tabletki dopochwowe dostałam. ;o





Zaczął się okres, a wraz z nim rozkręca się moja wewnętrzna zołza. Staram się trzymać ją na postronkach, niestety, bez większego rezultatu. Tylko od dzisiejszego ranka zdążyłam się pokłócić z Mężem aż 2 razy. O przysłowiowy guzik z pętelką. Jeszcze tylko jutro ... i pojutrze ... no i może środa. I będzie lepiej, tylko lepiej.

Tymczasem głaszczę moją wewnętrzną dzikuskę słońcem, lodową poezją od milki, oraz najnowszym wydaniem WOE, Zwierciadła. A później ubiorę paznokcie w kolor fuksji. O!



niedziela, 24 maja 2015

Pokrótce.

Odsypiam mijający tydzień, który nie był zwykłym, przetartym szklakiem zdarzeń jak dotychczas.
Praca, ot fabryka i fabryczne codzienności. We wtorek napisałam do W., co i jak ze spotkaniem. Błyskawiczna odpowiedź w stylu 'jutro, na mieście'. OK.
Nie, nie OK.... spotkanie przeżywałam niczym wyjście na randkę.
Myślałam o W. od ubiegłego czwartku. Każda czynność jaką wykonywałam zawadzała w myślach o treści naszych smsów. W kółko obracane w głowie słowa wryły się w pamięć.

W. mimo, że po 8 godzinach pracy (i jak sądziłam urwaniem głowy związanym z wylotem itp) wyglądała promiennie. Czyli jak zwykle. :)  Idealnie zrobione włosy, idealny makijaż. Formalny strój przełamany ubranymi adidasami. Uśmiech.

W sprawie wyboru knajpki zdałam się na nią, jako że jestem istotą niewychodzącą i moja znajomość co-gdzie zapętliła się na roku 2005? ;)

Idziemy.
Co chwilę odczuwam potrzebę by ją uścisnąć. Odściskuje.

Siadamy. Przyjemnie wyglądający pan  z uśmiechem podaje karty, żartuje, puszcza oko do W. Widać, że gostek pracuje tu z przyjemnością. Robi to co lubi.

Pomiędzy piwem, a szarlotką z lodami opowiadamy nasze koleje losu. Wchodzimy sobie w słowo. Milczymy. Śmiech obraca się w ciszę dla spadającej łzy.

W. to wojowniczka. Z tego co mi opowiadała o 'swojej Pani Ginekolog' to jest w dobrym miejscu, dobrym czasie, u świetnej specjalistki. Ganiła mnie za opieszałość. W końcu nie jesteśmy najmłodsze (cytat z ginekolożki), za błędne próby zaufania (no ale ufam mojemu ginowi, komuś muszę... chcę). Za nierozliczenie się z przeszłością. Przytakuję, ale i tłumaczę swoje racje.
Nie wiem gdzie dokładnie jestem. Tzn wiem tylko tyle, że to rozdarcie na sercu, które zszywam i od nowa pruję... Na ten czas mam opatrunek. Nie daję sobie szansy, na szarpanie szwów. Mam nadzieję, od tego miesiąca na nowo mam nadzieję!

28 maja wizyta u doktora Sz. Muszę zapisać sobie wszelkie zapytania, niepokoje.
 I wyartykułować je. Chcę być w tej grze o nasze szczęście, chcę działać.

Świat W. przeszedł wstrząs podobnie jak mój. U każdej z nas spowodowało to inny rodzaj ran, radzenia sobie z bólem, strachem. Ale jedna punkt jest wspólny, jasny. Mamy wspaniałych facetów przy boku, którzy czują, dbają o nas, są naszym uśmiechem, są z nami.
Jesteśmy w tym razem.





Pożegnanie, na chwilę. W. jest w L. do 3 czerwca. 19.06 operacja. Chyba po 3 miesiącach stymulacja, by podejść do in vitro. Mocno im kibicuję. Mocno wierzę w piękne zakończenie.
Nie będziemy już w jednym mieście, ale wierzę w lepszy kontakt niż dotychczasowy. Po prostu trzeba się odzywać. Choćby krótkim 'cześć co u ciebie'. Nie chcę zaprzepaścić tej przyjaźni. Przyjaźni. Przez duże P.

Myślę, że nasza relacja się zmieniła. Czuję się dobrze w swojej skórze. Przy W. oddycham pełną piersią odpowiadam za swoje wybory bez ukłucia, że ona ... Nie dokończę tej myśli, bo nie muszę nic tłumaczyć. Po prostu dobrze, że mamy siebie. A ja dorosłam.


Idąc za ciosem - wychodzę, wrócę później - byłam na juwenaliach. Ostatni raz zawitałam na dni kultury studenckiej, bodajże 3, albo 4 lata temu. Jessssu nigdy więcej!
Tłumy, pogo, błoto, toje, zlewa, no i średnia wieku 23? Padaka.
Spocznij.







Udanego wieczoru, mój tak się zaczyna.
Od spaceru z buldożerią. :)

czwartek, 14 maja 2015

O niej, o nas.

Miało być o urlopie. O bardzo-proszę-niech-M.-dostanie-ten-urop ... Niedostał. Jest zatrafikowany na miesiąc z okładem i dupsztik. Telegraficzny skrót. Urlop biorę tak czy inaczej, bo jeśli nie w czerwcu to kiedy? Sierpień ... wrzesień. Dziękuję. Biorę.

Dzień zaczął się od wczorajszego rozmyślania co by tu ...? Stomatolog? OK, na 15.00 (wyjęcie szwów), a wcześniej? Ciucholand, kawa, książka, codzienność ...ogarnianie ...

Jadę autobusem. Sms od przyjaciółki.

"B. drugą noc z rzędu śni mi się, że jesteś w ciąży i masz mieć córeczkę :) ...." Pisze też, że zmieniałam kolor włosów i fryzurę. Proroczo, bo nie widziałyśmy się baaardzo długo. :)
Piszę o tym. I jeszcze wtrącam, że myślałam o Niej. I mam już pogodnie, acz niezobowiązująco skończyć smsa, tzn buzie, albo ściskam, ale nie. Pykam "W. co u ciebie?".

Otworzyłam puszkę Pandory. Tym pytaniem.

Schowałam telefon, wysiadam na przystanku, idę do lubianej ciucharni.
Szperam.
 Wibracja.
OK, ten sms może poczekać (przybytek T.O. działa na mnie, tak jak na filmowego pirata mapa z zaznaczonymi skarbami. Serio, to mój nałóg. ;)).
Nie, nie może.
Aha M. coś pisze.
Przebieram w swetrach, kurtkach, szertach ...
Znowu wibracja. Pewnie M. Nie patrzę na wiadomość.
Płacę, wychodzę.
Idę do sąsiedniego grajdoła.
Mnóstwo ludzi. Mhym 'nowy towar'. No to w zasadzie mogę iść do domu...

Sięgam po telefon.

Jest gwarno, gorąco.

Odczytuję wiadomość.To od W.

Brakuje mi tchu.

Oczy się szklą. Wycieram łzę. Obraz mi się zamazuje. Ciągle i ciągle. W brzuchu łasiczka ćwiczy akrobatyczne numery. Zaczynam się telepać. Odpisuję.

Moja W.
Moja kochana Przyjaciółka.

Przechodziła przez to samo co ja, tylko pół roku później (jak się spotkamy to pewnie wymienimy się datami, opisami, łzami i radościami...).
Straciła dziecko.
Ma problemy z płodnością. Mają.

A ja nic o tym nie wiedziałam.

Ona o mnie nic nie wiedziała.

Zastanawiasz się czemu? Zaraz to opiszę. Chwilka.

Wymieniamy smsy. Kreślimy te elektroniczne słowa, zdania. A ja nie wierzę. Nie wierzę, że i ją to spotkało.
Nie ją!
Nie, nie twierdzę, że ktokolwiek na to zasłużył, ale ....

W. pisze, że płacze. Ja w tym ciuchu ... też.

Pisze, że przeprowadza się z L. do G. Do swojego TeŻeta. Już jest w części spakowana, przeprowadzona,mieszkanie, nie wiem, czy wystawione do sprzedania.... Pewnie tak.
Kupno nowego. Nowa praca, której nie ma. Stara, która jest.

W czerwcu czeka ją operacja. Jutro leci do Irlandii, do naszego szkolnego kolegi, na ślub.

Za chwilę jej nie będzie.

Myślę sobie, kurwa to inne województwo, stracę ją... :(
Chociaż nie, to trwa już jakiś czas. Prawda W.?

Jak się poznałyśmy?
W przedszkolu. Chodziłyśmy do jednej grupy. Kochałyśmy naszą panią przedszkolankę. Panią Basię. Mówiłyśmy, że jak dorośniemy, będziemy jak ona. :) Razem dzieliłyśmy dziecięce sekrety. Kłamałyśmy, że mój brat i jej siostra chodzą do sobą. Wymyśliłyśmy "piosenkę o chomiku". Jedna drugą uczyła by składanki z brzydkich wyrazów miał swój rzeźnicki sznyt. Czytane z wypiekami bravo girl ... mój pierwszy raz ... i pytania intymne. To był dział obowiązkowy.
Pierwsza kradzież (tak, tak biję się w pierś mam na sumieniu tak haniebne czyny) w sklepie - nomen omen - tania odzież. W. zawinęła dla mnie legginsy, ja dla niej z galerii jakąś wsówkę. Z niebieskim motylkiem. Jedno z pierwszych paleń...
Nasze nałogowe oglądanie "Szkoły czarownic" i wiara w różne takie ... czarne koty, czarne swetry, czarne skóry na grzbiecie ...
Poszło to tak daleko, że nawet zawarłyśmy pakt krwi.  Jessssu. Kropelka jej krwi, kropelka mojej. Kielich wina.

Oczywiście nie przyjaźniłyśmy się na wyłączność.

W. to ekstrawertyk. Bardzo inteligentna, niezależna, towarzyska, dowcipna,  śliczna dziewczyna, do której garnął się wszyscy.
Ja jestem typem bardziej 'do środka'. Zawiązuję znajomości, ale często są one płytkie. Słucham, mało mówiąc o sobie...
Nierozłączne, ale nie wszędzie.
8 klasa.
Czas wybierać szkołę. W. wybrała "7". Zgadniesz, gdzie chciałam iść ...? :)
Kurwa, nie wierzę. Nie dostałam się! Mój świat runął. Zabrakło mi punktu.
Błagałam rodziców, by coś podziałali. Dyrektor wymienionego wyżej LO mieszkał w naszym bloku. Tato poszedł (mój kochany Tato!) i prosił ... chyba nawet próba przekupstwa była.... A była? Facio się nie dał. I dobrze!
Załamana wybrałam inne LO, z numeracji - sąsiednie.
Więzy się poluzowały.
I wiecie? Odetchnęłam. Żyłam pełną piersią. Pierwsza klasa liceum to mój M. Nasz świat.
Plus picie wybornych trunków, palenie ... I wygrażanie środkowym palcem całemu wszechświatowi.
W. jak to czytasz, to o ile cię znam, nie masz mi za złe tych słów? Prawda? Byłaś w moich myślach, ale nie na pierwszym miejscu...

Znowu się do siebie zbliżyłyśmy. Opowieści o pierwszych razach (nie chciałam ci powiedzieć... to miała być nasza (moja i M.) tajemnica. powiedziałam).

Mój spierdolony pomysł .... zerwanie z M. Byłaś blisko, czułam to.
Twoje wielkie rozczarowanie A.
Wasz fantastyczny związek, który uległ totalnej destrukcji ... Twoje załamanie. Nie było mnie przy Tobie. Dziekanka tego nie tłumaczy. ZAWSZE jest sposób by być blisko przyjaciela. Zawiodłam na całej linii. Przepraszam.
A jednak na przestrzeni lat, ciągle się odnajdywałyśmy.
Ilektoć się spotkałyśmy, nie było niezręcznej ciszy. Nie mogłyśmy się nagadać ...

Przeprowadziłam się do innej dzielnicy. Kontakt był urywany. W zasadzie życzenia urodzinowo-świąteczne.
Poprosiłam W. by została moją druhną. Od razu się zgodziła. Mimo, że nie przepada za kościołem, obrzędami ...
W. przyszła na ślub sama. Powiedziała, hmm dokładnie nie pamiętam. Ale na pewno... nic na siłę. I że ma dość facetów.
Do czasu :)
Poznała B. Przez naszego klasowego kolegę, z którym to zaprzyjaźnił się w Irlandii.
Ostatnio spotkałyśmy się ponad 2 lata temu. W. mówiła, że cieszy się z tej znajomości, że to TEN. Ale w trakcie rozmowy nachodziły ją wątpliwości. Polska, ale inne województwo. B., na tygodniu pracuje poza Polską, inni znajomi, wykształcenie ...
A to przecież nieważne. Nieważne gdy się kocha.
Co z tego, że piszę ...banały? Czy ci to przeszkadza? 
Są razem już ponad 2 lata. Pomimo. To piękne!
Tylko czemu kolejna para musi doświadczyć, tego kurewskiego bólu, żalu? Załamania.
Wiele par to spaja i zwiększa pojemność serca. Dobrze, że tak jest u W. i B.
Wiecie, że go nie znam? Nigdy się nie poznaliśmy.
Po ślubie, nasza przyjaźń przechodziła stadium podsypiania, wygasania.
Najpewniej było to podyktowane tym (z mojej strony), że zazdrościłam (po raz któryś ... przeczytałaś? jest mi głupio, ale czuję też pewnie rodzaj oczyszczenia...) W. fajnej (jasne, jasne, wiem, że to względne), dobrze płatnej pracy. Możliwości wyjazdów, bycia tu i tam...
Ja stałam w miejscu (praca), rzeźba w gównie nad wyraz dobrze mi wychodziła i nie chciałam tego zmieniać (do teraz nie chcę, nie mogę?). Bo ... bo zawsze coś. Bo czekam. Uchhh czkawką mi się to odbija.

Teraz stoimy w tym samym miejscu.
Przechodziłyśmy to samo. Byłyśmy tak blisko. Tuż obok. I co? Mam nadzieję, że nie zmarnujemy kolejnych lat.
Mam nadzieję, że będziemy w upragnionych ciążach. Z wymarzonymi dziećmi...

Czekam, aż W. przyleci z Irlandii.
Czekam na Przyjaciółkę.
Kocham ją.
Jak dobrze rozumiem ...


Wyszłam z ciucharni. Byłam tam jak obita ...
W drodze do domu byłam półprzytomna.

Do tej pory wszystko przetrawiam. Nie mogę uwierzyć.






Wielki słowotok. Niczego nie kasuję. Choć nie ze wszystkiego jestem dumna.
Nie opisałam tak wielu ważnych spraw.... Nie da się. To prawie 25 lat znajomości. Albo i nie prawie. Bo mamy po 31... Nooo W., w czerwcu.
Ale jeszcze dopiszę.
Wierzę w dobre jutro.

niedziela, 3 maja 2015

Dobry czas.

Pudrowy wieczór na szarym błękicie nieba.
Cisza, zakłócana jedynie przez ostatnie chwile zabawy i psot na pobliskim placu zabaw.
Dobry wieczór dla mnie.
Z książką i letnią herbatą pigwową.
Z miękkim kocem i głową pełną myśli o zbliżającym się tygodniu pracy.

W miniony piątek zebrałam 'zaległe' urodzinowe prezentowo. Od brata.
Do kolekcji kolejna książka, wino ... po czekoladkach został słaby, słodki smak na języku.



Wraz ze znajomymi szukamy - w sensownej cenie - noclegów po słowackiej stronie Tatr. Szykuje się fajny i długo oczekiwany wyjazd. I to już w połowie czerwca! Cudownie :)

Nieśpiesznie, ale z radością wyczekuję dobrych wiadomości. Od lekarzy ...
Wsłuchuję się w siebie.
Znowu świadomie czekam.
Koniec letargu.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Tęsknię.

Trwa to od zeszłego tygodnia ...
Zaczęło się od malutkiego ukłucia.
Refleks, wspomnienie.
Teraz to już nie pulsowanie tuż pod skórą, to ....ból. Okupiony wielkim pragnieniem ...
Wstaję z tą myślą. Kładę się z nią spać.

Nadal sami.

Razem w tym ... bajzlu ...


Czy kiedyś ta nasza kostka Rubika ułoży się w logiczną całość? Dziewięć pól na tak.

Ćwicz umysł. Ciało.

Podobno się da.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

13-04-1984

Dziś dogadzam swoim zmysłom (obiadowa uczta za mną).
Ujarzmiam zazdrosne 'chcę, muszę'.

Fajnie.

Radość sprawiło mi poranne wstawanie.
Ubranie ulubionej tuniki.
Spacer z buldożerią.
Nawet wyjście na pocztę i wysłanie - wygranej przez pana W. - allegrowego fanta.
Ale najbardziej ...życzenia. Wyszeptane, wyściskane, wycałowane, wykrzyczane, roześmiane ... Te papierowe. Te elektroniczne.
Pamiętali prawie wszyscy najbliżsi. Moi Kochani! Czekam na jeszcze jeden, dwa telefony/smsy...
Czekam.
A jeśli ich nie będzie. Trudno. Przez moment silniejszy skurcz serca i ...już.
Czekam.


Wybiórczo.

Urodzona 13 kwietnia 1984. W piątek.

Wyprzedziłam swoje majowe narodziny, by rodzić się -cytuję Mamę- 3 dni i nie móc wyjść.

Jestem nerwusem, z sercem na talerzu.

Niechętnie skreślam ludzi. Jednak. Czasem muszę. Definitywnie. Boli kurewsko, ale otrząsam się i idę dalej.

Przez 10 dni razem z M. mamy tyle samo lat. Nikomu niepotrzebna wiedza. Pielęgnuję ją i rokrocznie przypominam o tym. Nam. No i teraz. Tu.

Słucham w zasadzie wszystkiego, bo i Yellowaman'a, PJ Harvey,  Maanam, Kings of Leon, Jamala jak i przytup jakim jest Feel i ich ...jest już ciemno ... ale jeśli idzie o miłość to... Kocham Hey - Kasię Nosowską. Miłość narodziła się z wydaniem płyty (mam kasetę :)) 'Pytajnikowej', choć już wcześniej coś, gdzieś. Kocham za teksty, za muzykę, za Jej hmmm nadwrażliwość. Oraz werbelek ... Ostrego. Nie wszystkie płyty tak samo. Nie wszystkie podkłady. Ale ciągle do niego wracam, coś odkrywam ...

W urodzinowych "bardzo ładnie poproszę" jest najnowsza "Podróż zwana życiem". Ta ładna prośba to do mnie samej ;)






Wystarczy.





Zawsze lubiłam urodzinową Bartosiewicz, więc wstawiam kawałek.

"Wszystkiego czego chcesz, o czym tylko marzysz
Dzisiaj życzę ci
Wszystkiego, co już jest, o czym jeszcze nie wiesz
Byś zawsze sobą był-a."


dzisiejsze fanty :)

wtorek, 7 kwietnia 2015

Chwile.

Norma w przejedzeniu się wyrobiona.
Norma to złe słowo.
Prze-żarstwo sięgnęło zenitu i zobaczyłam to na własne oczy, gdy moja Mama zrobiła M. i mnie fotkę, a ja oglądając zdjęcia odważyłam się zrobić bezczelność i skasowałam to zdjęcie (no sorry Winnetou ale ...musiałam). Mama żyje w nieświadomości, a ja mam się lepiej. Miałam. Bo od dziś wielkie opróżnianie magazynów czytaj lodówki ... i szybko szybko bo suróweczka, bo śmietanka na 3-bicie i tiramisu, bo ....
Mogłabym wspomnieć jeszcze o jajku w majonezie ... ale poprzestanę na leżeniu. Jako że mam urlop to leżę, byczę się i dobrze mi z tym :) Układa się.
Ale po tym szaleństwie znowu mówię pass dla wszelakich majonezów i słodyczy. Postanowienie powraca.

 Z odmętów "ulubionych" wyhaczam zapisane seriale, zaniedbane przez brak czasu, chęci, książki. To ostatnie uważam za plus dodatni.
Wieczory rezerwujemy dla powtórek 4tego sezonu "Gry o tron". Bo już za chwileczkę, już za momencik ...5 sezon. Jupi!
Aż do tego roku nie mieliśmy tiwika. W okolicy Świąt lubiłam sobie głośno pomyśleć, jak to fajnie byłoby pooglądać "Kevina ..." (wiesz, że nigdy nie obejrzłam tego filmu od początku do końca? pewnie żadna strata, ale ...), "Ekspres polarny", czy inną "Meridę waleczną". M. pytał czy kupić. Moje jedno tak skutkowałoby natychmiastowym zakupem czarnego prostokąta.
Każdorazowo odpowiadałam 'nie'. Mieliśmy inne wydatki. No i uzasadniałam, że przecież Święta są tylko 2 razy  roku, a ogłupiacz wciągnąłby mnie w "sprawy dla reportera", "eMy ..." i wszelkie inne dni czyjegoś życia ...
W lutym M. postanowił zmienić monitor. Że niby obecna 17stka za mała, a przecież poza pracą, pracuje też w domu ...Przytaknęłam. Kupuj. No i kupił. :) Telewizor z funkcją monitora. Nie muszę pisać, że telewizornia wylądowała w dużym pokoju, a nie małym? :) No i nasz lucky bamboo poszedł w odstawkę, bo jego miejscówkę przejął czarny prostokąt na nóżce.
Po blisko 4 latach nieposiadania telewizora każdą reklamę chłonęłam zafascynowana. Co prawda jakością to one nie grzeszą, za to ilość ... zatrważająca! Łykałam jak młody pelikan. Rozkręciłam się po przybyciu anteny. To już nie był 'pakiet bieda.' :D Zachłyśniecie się trwało króciutko. Powtórki powtórek. Ale. Jeśli tylko mogę oglądam "SpongeBob'a", "1 z 10" - Pan Sznuk! i jego głos! jakieś dokumenty ... tyla. Aha i w sobotę obejrzeliśmy "Zieloną milę".
Wracając do "Gry...". Po raz pierwszy oglądamy nasz ulubiony serial w większej skali, lepszej jakości (OK brak HBO, ale od czego jest pen?) ... no że HD itp i bez wytężania uszu ;) Hurra!

Wracam do biernego wypoczynku. Do książki.

Mieszkanie chwyta przedostatnie promyki dzisiejszego słońca...


Udanego wieczoru!



PS. Lubię dodawać foty. Dodaję wszystkie 3 ;) Około-świąteczne.

Żonkile. Uwielbiam.



3-BIT Przyjemność 3 stopnia. Noo niestety. Przyciężkość alias otyłość 3 stopnia ;p

Kruche. Te kółeczka to podstawki pod kubki. Hand made (prezent na święta) wirtualnej koleżanki (przyjaciółki?). Szkoda mi z nich korzystać, bo piękne. Więc kiedyś gdzieś zawisną :D

poniedziałek, 30 marca 2015

Esencja dzisiejszego dnia

Płaczę. Ze wzruszenia.
Płaczę i uśmiecham się.

Strumyczki oczyszczenia.
 
W pracy słuchamy sobie płytki z miksami full-romantyko alias "we dwoje". W domu postanowiłam umilić sobie wieczór obecnością Reamonna, Peter'a Gabriel'a i Kate Bush ... Coldplay.
Wpisuję na Tube kolejne utwory Coldplay'a, wróć nawet tego nie trzeba bo przecież po prawej stronie są następne i ...kolejne. Czy jakkolwiek by tego nie nazywać i co.
I przepadłam.

To ten utwór.


 


Chwycił mnie mocno w objęcia. Od paru minut zagościł w głowie, pod powiekami.

UWIELBIAM! Jest tak pozytywny!
I ten klip :D

niedziela, 22 marca 2015

...tysiące twarzy, setki miraży...

Nie bój się zmiany na lepsze ...
Tak...?
To czemu jak jest już "po" czuję się gorzej. Choć jeszcze w piątek rozpierała mnie energia i po przyjściu od fryzjera (to tego rodzaju zmiana) śmiałam się całą sobą, tańczyłam z Mężem i psiutem na zmianę i ciągle stojąc miny do lustra czułam się tak jakbym wgrała milion ...
W monopoly ;)
A teraz ... a teraz tzn od wczoraj mam zjazd.
M. mówi, że to przez jeden komentarz, bliskiej mi osoby. Wiesz coś takiego - 9 na 10 osób mówi, że coś je zachwyca, jedna że niekoniecznie i ... no i zaczyna się.
No bo ta jedna ....
Oo-oooołłł tamta 9tka się myli...? Kłamie? Ja jestem, sory byłam w tamtej dziewiątce. Kurrrrrrrrrwa!
To chyba co innego.
To symboliczne pożegnanie.
Chyba. Albo dopatruję się w zwykłych zdarzeniach tego czego nigdy nie było?
Albo ... dorabiam ideologię?

Albo.
To.
Prawda.

Psiut spogląda na mnie smutnym wzrokiem. Idziemy na spacer.

Wróciliśmy.


Cholera jasna! Żegnam starą Śliwkę. Użalam się. A kto powita nowe?
Nową mnie? Choć za trzy tygodnie o rok starszą mnie...
Obiecałam sobie złagodnieć, być dla siebie milszą.
Przecież mam kochanego M. !
Który mówi, że jest pięknie. Będzie dobrze. Łapmy chwile, drugich pierwszych nie będzie ...

Uśmiecham się nieśmiało. :)

Piesun czeka na zabawę...

Dobranoc!


przed


i ...po
Lustro jest PRAWIE czyste. Wiem. ;)

niedziela, 8 marca 2015

8 marca

Serfuję po kolejnych stronkach układając myśli ... Nie, nic z tego. Nie mogę się skupić. Dopijam kawę ... Wącham bukiecik różyczek od M.

Na kanapie czeka książka. Albo sen.

Pierwsza muszka. Wygrzewa się na płytkach balkonowych. Jeszcze dziś nie skończy jako przekąska dla jaskółki. Jeszcze nie teraz...

W domu poobiednia cisza.

Klikam... szukam... czekam....

Uwielbiam taki niedzielny spokój.
Prawdziwy relaks od wszystkiego.

Dobry nastrój nie opuszcza mnie od dłuższego czasu. Dziś przypieczętowały go dwa śliczne bukieciki.

Dziękuję.

Cudowne gdy ktoś pamięta. A pamięć nie jest wymuszona kilkukrotnym 'przypominaniem' :)


tulipany od teścia :)







Spełnienia marzeń ...

czwartek, 19 lutego 2015

Wszystko jasne.



Jestem osłabiona.
Ból kąsa stawy, kości. Temperatura wzrasta, by opaść i tak w koło. Rozwałka na całego.
Ale! To i tak niewielki haracz ze strony mojego ciała. W  końcu pozbyłam się pierwszej z dwóch - oby nie czterech - ósemki. W sumie jest nie najgorzej. Leżymy sobie z psiutem, zmieniając tylko boczki, oglądamy seriale i kwitniemy.

W międzyczasie.
Mama dostała skierowanie do szpitala, ponieważ od dwóch tygodni nie może wyleczyć się z przeziębienia, które jak się okazało zajęło oskrzela, a może i poszło na większą robotę koksując płuca. Moja starsza szwagierka – A. jest zapalona skałkowiczką i wczoraj spadła z jednej ze skałek. Z 4 metrów :( Operacja z miejsca. Ma wstawioną płytkę. M. i teściowa jadą do A. w sobotę i zobaczymy jaki będzie rozwój dalszej historii. Dodam tylko, że A. ma poważniejszą operację za sobą, a przez to obniżoną odporność. Mam nadzieję, że będzie dobrze, na całej linii!

Jako, że post chorobowy to napiszę o swojej przypadłości, która ma się jeszcze  niestety dość dobrze, ale powoli powoli …
W poniedziałek poszłam do dermatologa, wcześniej naoglądawszy się zdjęć  w necie o różnych przebrzydłościach. Achh jakie to szczęście, gdy ludzie wklejają foty dodatkowo opisując je b. dokładnie. :P
Do gabinetu weszłam w bojowym nastawieniu i z postanowieniem, że nie odpuszczę dopóki p. doktor dokładnie nie obejrzy mi stóp i rąk. Wypaliłam, że wg mnie (ja ja jestem samozwańczym dermatologiem :)) wygląda to na grzybicę. Wiem fuj, ble i wstyd. Pani doktor powiedziała, że jej to nie wygląda na grzyba, a raczej na nadmierne zrogowacenia i dała mi garść darmowych kremów na noc i na dzień oraz skierowanie na posiew.
Dziękuję, pa!

Nie chcę dokładnie opisywać co się działo w punkcie pobrań. Ale napiszę tylko, że było to nad wyraz upokarzające. Tu ludzie do pobrania krwi, oddający próbki i ja z moimi czerwonymi, wysuszonymi na wiór dłońmi i stopami. Te spojrzenia …
Jeszcze tego samego dnia mogłam podejrzeć wyniki. Niestety. Trafnie sklasyfikowałam swoją przypadłość. Mam grzybicę. Jestem sama sobą zniesmaczona i przerażona. I strasznie się choroby wstydzę :( Ale i trochę się cieszę, że wreszcie wiadomo jak działać. Tzn prawie, bo wizytę u pani dermatolog  mam jutro, ale clotrimazolum już jest w użyciu.

Pieczątkuję wpis brakiem okresu w 29 dniu cyklu. Mam tylko mikro-plamienia. Przypuszczam, że winny jest stres ostatnich dni, oraz sprawy okołochorobowe.


Wracam do obijania się. Tzn zmieniam łokieć :)


Dobrego dnia!

czwartek, 12 lutego 2015

Oddycham swobodnie.



Mam duży apetyt na kolory, słowa, seks, wiosenne kanapki, na nowe, na to co przede mną. Nie liczę od kiedy do kiedy…. no tu już…. wyskakujemy z majtek.
Ooo teraz to MUSI się udać!
Jeden dla mnie, zero dla symptomów, objawów. Biorę wszystko tak jak jest.
Nie wiem ile to potrwa. Zapewne niedługo, ale cieszę się że choć na chwilę mam tą dobrze mi znaną Śliweczkę tylko dla siebie.
Swobodnie oddycham.

Pozwoliłam sobie na bieliźnianą ekstrawagancję, której nigdy nie otrzymałam w podarunku. Nawet na panieńskim. ;) Fikuśna, zmysłowa bielizna. W zasadzie bardziej jej nie ma niż jest. Do przejrzenia setki produktów, nie mnie sprzedających … Z rozcięciem, koronką, w kolorze koralowym, z falbanką…. Niesamowity wybór!
Oglądając produkty na allegro rozbawiło mnie ich ostrzeżenie- zabezpieczenie, pozory muszą być. :)
Zamówione produkty odebrałam dzisiaj. Wszystko fajne! Nie-ubranie do ubrania nie tylko w walentynki ;D Choć myśl przewodnia zakupów była (chyba) właśnie taka.

Zastanawia mnie fenomen wszelkiej maści erotycznych gadżetów, o których do zeszłego tygodnia nie miałam pojęcia, nie wspominając o zastosowaniu … ;) ‘Rajcowne’ dziwactwa które mogą zadawać ból. Gdzie w tym wszystkim seks? Radosny i spontaniczny …
OK bez analiz.
Jest popyt = jest podaż = sprzedaż kwitnie.


Mam nadzieję, że niedługo będę się mogła ‘pochwalić’ poczynionymi zmianami mojej osoby.
Szkoda, że nie będzie to dotyczyło zgubionych zbędnych kilogramów…. Grrr ;/


Dobranoc.
PS Cholernie dziwne sprawy chorobowe dłonie-stopy, w sumie kostki, łokcie też się łapią jakby ciut lepiej, ale tylko ciut.




Maniana. Tłustoczwartkowa :D
Smacznego!

faworki domowej roboty, pączysławy niestety nie





sobota, 31 stycznia 2015

Pytania bez odpowiedzi.



Żadne pytania nie otrzymały odpowiedzi.
Kolejna wizyta u lekarza rodzinnego. Diagnozy nadal brak… Skierowanie na TSH (badanie wykonałam dziś i chyba nie jest tak źle bo wynik nie jest nawet pośredni, a raczej z tych niższych – 1,28), oraz prośba (skierowanie? e-eee noł łej:)) o powtórne badani ASO ilościowo (zapewne wyniki on-line będą dostępne w poniedziałek).
W sumie bzdurę napisałam na początku. Będąc dziś w diagnostyce, pani nie wiem jak ją tytułować … pani-pobierająca-krew (w sumie adekwatne do pracy w diagnostyce i jej powołanie do oświecenia – mnie powinno brzmieć DAGNOSTKA) zadawała pytania i zdiagnozowała mnie. Dwukrotnie! W przeciągu 3-5 minut :) Nie powiem mina mi zrzedła i dostałam chwilowej zesrawki – jako nadwrażliwiec. Oby się bez łez.

Werbelek.
Mam (w sumie wykluczyć nie można) chorobę immunologiczną, która atakuje organizm, cholera z tego szoku zapomniałam nazwy. Pani ją ma i leczy się 10-ty rok.
Na co odpowiadam, że nie mam guzów na stawach i jeszcze jakiejś JEJ przypadłości.
Aha.
No to toto jest łuszczycowe zapalenie stawów, bo chłopak z którym leżała w szpitalu na ….
Jeeezzzzzzuuuuu

Pani zabrała się za właściwą sobie pracę.
Aaaa została przez mnie oświecona, że skierowanie jest wymaganie nie tylko przez okulistów, ale również przez dermatologów.

Dowidzenia. Nigdy więcej! (w tej wkłuwalni)

Pani dermatolog przepisała maść ze sterydem. Nie pomogło.

Pani ginekolog.
Odebrała mi nadzieję na spokój ducha jeszcze przed przywitaniem i przekroczeniem drzwi gabinetu. Moja -- nie moja pani doktor jest w dość zaawansowanej ciąży. I w sumie na tym powinnam poprzestać. Mam zlecone – na wyraźną - moją prośbę kilkanaście badań. Aha i jedno badanie Męża. Tyle.
Dowiedziałam się czegoś oczywistego dla mnie. :) Mam silne pragnienie dziecka. Tak pani doktor, niezaprzeczalnie. :)
Poprosiłam o złoty środek … Otrzymałam uśmiech.
Tyle.

Wrócę, nie odchodząc, do doktora Sz. Ale najpierw zajmę się ósemkami oraz dziadostwem dłoni i stóp. 
Od dzisiaj odstawiłam acard.


Smaki dzisiejszej soboty.
By Mąż :)

domowe wrapy z kurczakiem, zieleninką, serem i słodkim sosem. OK, majonez ze śmietanką też jest ;)

niedziela, 18 stycznia 2015

Przychodzi baba do ....



Po raz pierwszy… dobry wieczór w 2015!

U mnie bez zmian. Jeszcze wczoraj myślałam, że zaskoczyło. Dziś oblałam kolejny test na macierzyństwo. Znowu. Ale, jest pozytyw. Obyło się bez łez.
Test wykonałam po 8.00
3 kropelki. Nic się nie dzieje. O jest. ……. Jedna kreska.
Hmmmm
Psiut idziemy na spacer.
Uwielbiam poranne, niedzielne spacery z psiutmistrzem. Szczególnie gdy na dworze, jest tak jak dziś. Przyjemnie chłodno (a nie zimno), szaro, bezwietrznie. Spokojnie. I bezpsowo!

Wróciliśmy.
Oglądam test. Niestety nie dostał drugiej kreski. Truuuudnooo. Test ląduje we frakcji suchej (jako, ze plastikowy).

Czytam książkę, serfuję po necie, oglądam serial.
Głupi test.
Przecież objawy są! Konsternacja. Są … na zbliżający się okres, głupia. Grrrrrrrr

Około 12.00
Co robię? Ano grzebię, we frakcji suchej (dobrze, że rzeczywiście jest sucha :o). Wyciągam test. Oglądam. Bliżej okna. I znowu. Hmmmm chyba coś jest. Jakiś cień. :D
Biegnę do M. Pokazuję. Spogląda. Choć nie tak wnikliwie jak ja. Nie nic nie widzi. Każę się przypatrzeć, czy MOŻE JEDNAK widzi tam cień.
Zerka na mnie z uśmiechem … tak … widzę … to … wygląda na dobrą wróżbę, za miesiąc. :) Spróbujemy znowu.
Czy już pisałam, że kocham M.? Na pewno! A że go lubię? To napiszę dla pewności, baaardzo go lubię :D Kochany optymista!


Z mniej optymistycznych informacji…
W pierwszym tygodniu stycznia, po raz pierwszy miałam odczucie, że nie mogę – bez problemów – zginać dłoni. Towarzyszył temu ból i poczucie, że palce mam spuchnięte.
Kilka dni później na wewnętrzną stronę dłoni oraz! stóp wyszedł rumień, a dodatkowo na stopach jakaś paskudna wysypka z mikro płynem w środku. Super. Ręce obolałe, podobnie stopy, dodatkowo bardzo rozgrzane i z idealnie zakończonym rumieniem, tzn nie wyszło toto na skórę wierzchnią dłoni/stóp, a zakończyło się krechą (idealną, jak wspomniałam). Wyglądało to komicznie i …niepokojąco. Na tyle, że w ubiegły poniedziałek postanowiłam odwiedzić internistę.
W rejestracji powitała mnie sąsiadka z byłego miejsca zamieszkania i zapisała na ‘już’ do pani doktor pediatry :D Miałam się tylko nie afiszować z kartą, no i wiadomo przepuszczać rodziców (czytaj matki) z dziećmi, o ile takie były. OK.
Aara nie OK. Padło pytanie nie z gruchy ni z Pietruchy „Czy macie dzieci?”, „A to ile już po ślubie?” Nosz kurwa! Nic ci do tego …. Oczywiście TEGO nie powiedziałam, a pomyślałam, a mina malowana była w półuśmiech, przekrzywiono głowa, lekkie potakiwanie. Tzn chyba, tak, bo we mnie się gotowało.
Przepuściłam w sumie 3 matki z dziećmi. Zsiadłam na krzesełku. Czekam. Razem ze mną czeka starsza pani. Zerka na mnie i … zaczyna rozmowę. Monolog, znaczy.
Wiem, że ma chorobę X, ma 2 córki (ze starszą mieszka), 4 wnucząt. Ma starszego brata, jego dzieci tzn 2 córki są za granicą, a syn mimo ukończonej szkoły wyższej pracuje w W-wie na budowie. Wnuczki są bardzo mądre, trochę nieznośne.
Padło pytanie o dzieci. Nie mamy …. A czemu …? Aaaaa wie pani, u starszej nie było tak łatwo. Poroniła. I opowiedziała mi moją historię. MOJĄ!
Tylko to się nie działo w lutym, a w wakacje. Poczułam się nieciekawie. Łzy same cisnęły się do oczy, ale powstrzymałam je. Tylko potakiwałam. Pani kilka razy na mnie spojrzała, ale kontynuowała.
Boże. Czemu ta kobieta opowiedziała mi nie swoją historię? Kto ją upoważnił? Ja wiem, to była jej córka, ale ….?! Mam nadzieję, że pomimo znajomości nietaktu mojej Mamy, jest w niej refleksja i szacunek do mnie i dla moich przeżyć, które są poniekąd jej przeżyciami. I w poczekalni siedzi sobie spokojnie na krzesełku i nie zagaduje, nie snuje opowiastek.

Na całe szczęście, monolog dobiegł końca, bo pani z córeczką wyszła z gabinetu.

Opowiadam pani doktor co i jak. Pokazuję. Ale tylko dłonie, stóp nawet nie chciała oglądać. Grrr  Mówię, że staramy się z Mężem o dziecko i jeśli można, to proszę o ewentualne maści/kremy ‘nieagresywne’. Ooooo to nie przepiszę pani tabletek, ale maść. Proszę jeszcze zrobić OB, morfologię i ASO. OK.
Wyszłam.
Starsza pani nadal czeka przed gabinetem. Ubieram się, życzymy sobie wszystkiego dobrego.
Aaaa dodam, że w jednym była, powiedzmy że pomocna. Choć ja nie skorzystałam z jej wiedzy, a szkoda. Powiedziała, że nie dostanę się do dermatologa, jeśli nie będę miała skierowania. Mama powiedziała co innego, zawierzyłam rodzicielce i … w piątek ponownie wróciłam do pani doktor. :) Innej.
Wykupiłam maść, na szczęście o niższej gramaturze, niż widniało na recepcie (dzięki temu tańszej). Czytam ulotkę i co? Dzień dobry, maść ze sterydem. Bezwzględne nie stosowanie w pierwszym trymestrze (za każdym razem po owulacji utrzymuję, że mogę być w ciąży, co chyba? jest logiczne?). Ja pierdole! Dobrze, że maść nie kosztowała majątku, ale … no przecież mówiłam! I to pediatrze!!
We wtorek zapis do dermatologa, na kolejny piątek. „Ale to będzie kontynuacja leczenia …? Nie? To proszę skierowanie. Ugrrrrr
Zrobiłam badania. OB, morfologia w normie, ASO … zamiast 200 jednostek czegoś na ileś 397. I ryk. Bo to paciorkowce, przecież. Paciorkowce, które atakują nasze dziecko … itp. itd.
M. jak zwykle zimna krew. Uspokaja, tłumaczy. OK, przeszło mi. Co ja bym bez niego zrobiła?
W piątek wizyta. Dzięki ‘tablicy ogłoszeń’ dowiaduję się, że moja sąsiadka oprócz pracy w rejestracji, jest również położną środowiskową.
U pani doktor w gabinecie (pół godziny poślizgu, ale co tam). Tłumaczę chaotycznie, prawie z płaczem. Pani doktor prawie uspokaja. Prawie. Nie mam do niej zaufania, bo ciągle wtrąca luzik, spoko i … seksownie? (albo się przesłyszałam ;p). Ale. Zagląda w gardło. Maca ręce, stopy. I … daje skierowanie. I słyszę pochwałę. Na temat czytania ulotek. :D
Zapisuje mi nazwy kremów emolientowych.
Krem kupuję i … jest do dupy.
Razy dwa.
Raz, totalnie nie pomaga, a wręcz bardziej wysusza :(
Dwa, Sroka ze http://www.srokao.pl/ nie poleca go. Bo ma formaldehyd i jeszcze jakaś zarazę. Kurnia, krem dla dzieci i niemowląt. Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Zobaczymy co dalej. Byle do piątku.

Krajst! Ale notkę wysmarowałam.
Ciekawe ile zabierze mi tekst po powrocie od ginekologa …?
Bo zmieniam. Na panią.
Ma świetne opinie na znanym lekarzu. I trafnie zdiagnozowała moją koleżankę z pracy.
Chcę, by coś się u nas zadziało…
Wizyta 26.01.

Miesiąc pod znakiem lekarzy…


Do miłego ….

PS Miałam kiedyś pisać o prezentach, ale nie wiem czy jeszcze warto. Mikołajki, gwiazdka z Gwiazdorem dawno za nami …