Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 stycznia 2018

Dobry wieczór, 2018

Bezsens rozdrabniania.
Opiszę fakty.

Wróciłam do pracy na półtora miesiąca. Nie było źle, ale nie było też rewelacji. Kusiło podreperowanie budżetu (dość poważnie zajęłam się przygotowaniem się do kolejnej ciąży), choćby w skali mikro. Miałam od stycznia pracować w innym miejscu, robić podobne rzeczy, ale w lepszych godzinach. Nie wyszło. Trudno. Mam umowę do 31 maja 2018, więc albo 1 czerwca przyniosę zwolnienie ciążowe, albo pójdę do urzędu, zarejestrować się jako osoba bezrobotna, ponieważ jestem na urlopie wychowawczym. :) A po nim, nikt nie przewiduje by zatrudnić mnie i dać umowę na czas nieokreślony. Ha! Co to znaczy w tych czasach? U prywatnego przedsiębiorcy?

Jestem ciut wstawiona. Nie piłam alkoholu od 25 miesięcy. Nie smakuje mi zbytnio, pomimo uwielbianej przeze mnie słodyczy, zaromatyzowanej wanilią i colą oraz odpowiedniej temperatury. A nawet oprawy. :) Wypiłam dwa drinki i wystarczy. I to na długo.

Maksio skończył 5 stycznia 16 miesięcy.
To niesamowicie pogodny, wręcz mega promyśkowy chłopczyk. Wszędzie go pełno. Śmiga na biegówko-hulajnodze, wspina się spacerówkę, w której zasiada, warzy kaszkę czy to ze mną, czy z babcią ;) rozdaje całusy, przytulasy, kocha dzieci! Od niedawna lubi oglądać ilustracje w książeczkach, nie przepada za czytaniem ich na głos. Może kiedyś nastąpi na tym polu zmiana...

Od 4 stycznia, synek nie pije mojego mleka. Zmiana nie nastąpiła drastycznie. Od kiedy w połowie listopada wróciłam do pracy, gdzie jeszcze jako nieopierzona, choć z ponad 12sto miesięcznym stażem mama, zgodziłam się by kilka razy pracować 12ście godzin. Maksiuń musiał przez te długie godziny niewidzenia się ze mną, obyć się również bez mleka. Przywykł.
Od grudnia, postanowiłam, na co miałam podpórkę dzięki szwagierce i tej linie http://www.prawo.egospodarka.pl/56848,Praca-w-systemie-rownowaznym-a-karmienie-piersia,1,34,3.html nie godzić się na pracę dłuższą niż 7 godzin. Szefowa, bez problemu uznała zasadność mojej prośby, choć już kierowniczka pod koniec grudnia, powątpiewała. Wrrr
Tym sposobem, po przestawieniu, od 8 grudnia, synek cyckał już tylko w godzinach wieczornych i w nocy.
W połowie grudnia, po ponad roku nieobecności w gabinecie, u doktora Sz., postanowiłam się przypomnieć. Porozmawiać.
Zlecone badania to toxo, cytomegalia i P/c. p. beta-2-glikoproteinie I w kl. IgG met. ELISA w klasie igg oraz igm Aha i wcześniej zrobiłam badania na TSH, FT3, FT4, prolaktyna. Wszystkie powyższe, o ile dobrze zrozumiałam - sczytałam wyniki - w normie. Jedynie prolaktyna biła rekordy. I stanęła na podium, deklasując wszystko. Ale wtedy karmiłam piersią, systematycznie.
Kolejne badanie prolaktyny zrobię w najbliższy poniedziałek. We czwartek 18,01 mam umówioną wizytę, jeśli prolaktyna nadal będzie mocno podwyższona, poproszę o receptę na bromergon.
Z innych spraw. Systematycznie odwiedzałam stomatologa. Niesystematycznie ćwiczyłam, by w końcu na miesiąc prze świętami zarzucić to w ogóle. I źle mi z tym, bo sadełko jest znaczne, a przy zaprzestaniu karmienia piersią wierzę, że wielokilogramowa ocieplina brzuszna zacznie przyrastać, oby nie w postępie geometrycznym! :P
Od dwóch miesięcy chodzę regularnie do biblioteki. Niesamowicie to lubię. Nawet być nazywaną per "kochana". Bardzo żałuję, że zamiast na podyplomówkę 'biblio' poszłam na pedagogikę. ;/

Co jeszcze?
Sporo tego.
Ale dla Ciebie to wszystko okruchy... mało istotne rzeczy. Sprawy. Ale dla nas to budowanie wszechświata dla tego skrzata, który śpi za ścianą.

Mam nadzieję, że pisanie będzie moją regulacją zdarzeń.

Dobranoc.

sobota, 25 lutego 2017

Krótko. O Przyjacielu.

Znajomi, którzy wychodzą ze swoimi pupilami na spacer, spotykając nas, dopytują się o Bulwę.
Głównym pytaniem - a odpowiedź jest wyczekiwana z widocznym napięciem – jest … czy mamy jeszcze R.? Cholera. Co za pytanie? Jasne, że mamy. To członek rodziny. No to ufff...

Owszem, spadł lekko w hierarchii, tak, jest mniej tulany, zabawy wieczorne na dzień dzisiejszy zostały ograniczone do kilku w tygodniu, czasem niestety do jednej, ale wszystko to jest. Jest on. To przyjaciel. <3 Nie wiem, jak ktoś mógłby pomyśleć inaczej. Kochamy tego naszego pimpola sadełko! Niestety, człowiekiem o małym sercu okazał się ktoś bliski. Mój Tato. Nagle włączyło mu się „miejsce psa jest na dworze...tzn na podwórku, nie w bloku, a przy małym dziecku to ….” ble ble bleeeee Co go napadło? Raz się dzieli ciastkiem i ziemniakiem (nie popieram), a później określa gdzie czyje miejsce. :( Bulwa nie jest za bardzo zainteresowany Maksiem, poza wieczorną kąpielą kiedy to rytualnie podbiega do Maksiuli i liże mu piętki, po kąpieli również. I radochę ma z tego niesłychaną. :) Maks od niedawna zauważa psiutę, uśmiecha się do niego, a raz nawet z łez wybawił. Dosłownie! :)

Czasem jestem małostkowa, wredna, czepialska, ale za naszego czterołapa jestem odpowiedzialna i nie dam skrzywdzić. 

Tak mnie ubodło to co powiedział Tato, że gdy byli u nas w gościach (właśnie wtedy włączyła mu się ta gadka) z Mamą, powiedziałam, że jak chcą to mogą zostać, ale ja już nie mam im nic do powiedzenia i idę się położyć do małego pokoju, do synka. Zaczęli się zbierać kilka minut później.
Z Mamą rozmawiam swobodnie, z Tatą blok. On nie rozumie, że dla mnie/nas moment w którym nie będzie Bulwozaura to również nie będzie kawałka nas.

kąpiel słoneczna :)




niedziela, 29 stycznia 2017

Akrobacje.

2017 zaczął się blisko miesiąc temu, a u mnie cicho. Podsumowania 2016 nie było i trochę żałuję, bo był to rok piękny, bogaty w wydarzenia, nowości. Był moim odkryciem innej mnie.

Wczorajszy dzień został zapisany niebieskim długopisem, w niebieskim notatniku w kratkę, ale chcę się nim podzielić również z Tobą. Taaam ta da tam pa raaa Maksiuń wczoraj po raz pierwszy obrócił się z pleców na brzuszek (3 razy), a nawet w brzuszka na plecy (tylko raz), to ostatnie mogło być przypadkowe, co uświadomiła mi W., pisząc na viberze, iż dzieci dopiero w 7 m.ż. nabywają taką umiejętność. OK., nie mam nic przeciwko. No ale plecki! Brzuszek! Taki wyczyn. :)) Malutku, jestem dumna. :)
Dziś znowu obrót i to uchwycony na video. Wieczorem w ruch pójdą @ i radocha z wyczynów akrobaty nie będzie tylko nasza, ale i dziadków, cioć i wujka. :D
Cudnie. :)

Na fora okołodzieciowe, a raczej matkowe nie wchodzę. Nie chcę czuć się inna, kosmicznie nieżyciowa, hop-do-przodu, gorsza. Nie wyobrażam sobie przelewać frustracji na synka, bo ten i tamten to już... a u nas nic z tego. A może właśnie już, a to niewłaściwe.

Maksiuń ma swoje 'dzienne stałości', ale mimo tego zasypia baardzo różnie, w dzień, od kilku dni potrafi spać ciągiem i 3 godziny, niestety (w tym czasie chciałabym posprzątać w szafie...w końcu! zrobić ciasto, odkurzyć, poczytać, podrapać się po nosie itp. itd. a tu..figa z makiem) muszę położyć się koło niego, z piersią gotową do użycia. Od dwóch tygodni nie kładzie się spać o 23ciej, a już ok 19:30 ….21:30... Do wczoraj. Uchh Nie wiem co go tak rozstraja. Tzn podejrzewam pogodę. Mróz, otwarcie grzejników w dużym pokoju (u nas nie grzeję, bo kończyło się to prawie zawsze moim bólem głowy, jeszcze wtedy gdy nie było Maksia) suche powietrze. Nie pomyślałam, że wietrzenie pomieszczeń niewiele daje, nawet przed snem, jeśli kaloryfer jest włączony na noc na przysłowiową '5'. Dostałam podpowiedź – rozłóż mokry ręcznik. No OK, ale trzeba go w ciągu nocy zmieniać, bo wysycha rach ciach.
Zaczęłam googlać nawilżacze. I nawet jeden miałam już w internetowym koszyku, ale jako że lubię wgryzać się w temat, który mnie interesuje postanowiłam poczytać, porównać. No i nie bardzo wskazany jest takowy (ultradźwiękowy), jeśli ma się w domu zwierza. :( A ewaporacyjny jest w tym momencie nie na moją kieszeń... Więc pozostają zmiany ręczników, wietrzenie i czekanie na wiosnę.



Nie wiem czy dobrze robię/my nie angażując w opiekę/pomoc moich Rodziców, teściów. Ale … jakoś nie potrafię się przełamać. Starszaki mają swoją wieś, zajęcia na niej, w tym nicnierobienie. Nie są napastliwi w chęci pomocy. Myślę, że najbardziej zawiedziona jest teściowa. Wnuka widzi mniej więcej raz na dwa tygodnie, czasem rzadziej. Rzeczywiście Maks reaguje na innych niż my podkówką, płaczem, wyrywa się z rąk, ale tak jak napisałam nie wyobrażam sobie codziennych lub co kilka dni spotkań, wizyt. O ile Rodzice, noo to są moi – swoi, o tyle mama M. … echh dzieli mnie z nią wszystko. Łączy syn-mąż, synek-wnuk. To dużo, to mało.
Inna sprawa, że kiedyś macierzyński się skończy. I co dalej? Powrót do poprzedniej pracy, która jednak męczyła... szukanie nowej, wychowawczy..? żłobek?(a raczej klub malucha i to bliżej skończonego 2 roku niż 14 m.ż.), babciowe? - no właśnie, ale skoro Maksio niezbyt często widzi babcie... myślimy już teraz o rodzeństwie dla Maksia...tym bardziej, że nie wiadomo jak długo zabiorą starania. Zrobić przeplatankę? Jak? Niby jeszcze wiele miesięcy do podjęcia jakiejś decyzji, a jednak myśli te plączą się po mojej głowie już któryś tydzień.
Są momenty w ciągu dnia, że chętnie widziałabym kogoś obok mnie. Kto wysłucha, porozmawia, wypije kawę zbożową, zje kawałek ciastka, pośmieje się, pójdzie na spacer. Od razu w myślach widzę (nie nie jest to mój Mąż) W., ale ona jeszcze nie przeprowadziła się z synkiem do L., tymczasem namiastką tego wszystkiego są rozmowy przez telefon, za co jestem baardzo wdzięczna.
W piątek, po raz pierwszy od początku października widzimy się z D., cudnie! Mam nadzieję, na szczere rozmowy. Już przełamałyśmy lody w wymienionych mejlach. Czekam na więcej.

Tymczasem, dobrego wieczoru!

Pisałam to wczoraj. A dzień dzisiejszy zaczął się od podwójnego obrotu w stronę taty. 😍 Ciasto wyciągnięte z piekarnika, podobnie jak kabanosiki w cieście francuskim. Chłopaki na spacerze, mają spotkać się w wąwozie z dziadkami (teściami) i przyjść do nas.

Dobrego popołudnia. :)

I zanim kliknęłam 'opublikuj' minęło popołudnie, Maksio brzuszkuje na kocyku, z ciasta została pyszna połowa ...

akrobata :)
z okazji skończonego 4 m.ż. Maksiuń dostał od taty balonik (buldożek nazywa się Pogbiś), który był od zawsze moim dziecięcym marzeniem (echh balony na hel :D)



środa, 21 grudnia 2016

Siłacz.

Rok temu był Marzeniem. Jego istnienie znaczyły różowe paseczki na kolejnych testach ciążowych. A dziś … Dziś to nadal Marzenie, siedmiokilogramowe, pucate, uśmiechnięte, zajadające własne rączki, rozdające dziąsełkowe uśmiechy, chętnie leżące na brzuchu (jedynie 5 minut, ale! jednak ;)), marudne, płaczliwe, niebieskookie. Kochane. Nasze.
Maksio.



Klusek wygładził moje ostre kanty. Widzę wyraźniej. Patrzę dalej. Nie wiedziałam, że mam w sobie tyle cierpliwości i zachwytu na małymi rzeczami. Że można tak kochać. On to sprawił i dziękuję za to.
Cudownie iść na spacer z gondolą, widząc przechodzące ciężarne, inne mamy z wózkami – uśmiechnąć się, nie gotować się ze złości, zazdrości. Nie być obezwładniającym smutkiem. Tak. Byłam smutkiem. Żalem. Goryczą.


Lubię myć Maksia, wraz z Mężem i biegającym wkoło Bulwą. :) Lubię obserwować jak tata i syn, bawią się. Jak ta nić porozumienia i miłości jest coraz mocniejsza, pewniejsza, każdy dzień to pokazuje, potwierdza.






Piękna jest nasza codzienność. Czasem szara, bez uśmiechu, żółto-słoneczna, z burczącym brzuchem, niewyspana. Nieidealna, a mimo to...

mój siłacz

poniedziałek, 14 marca 2016

Pierwsze.

Powoli zaokrąglam się. Zauważyłam też u siebie nowy gest. Dotykam brzucha, kładę doń nad i pod brzuch. Lubię to. :) Nie wiem jak to napisać, ale mam 'świadomość' brzucha, tzn że jest tak jakby ciężej ... środku. Nie zawsze mam to wrażenie. Nie umiem oddać uczucia i ubrać w odpowiednie słowa.
Jest inaczej. :)
Od dwóch tygodni, w każdą niedzielę robimy sesje brzucha-love.
Nieśmiałe, choć w całkiem śmiałym (i w końcu w użyciu) – gwiazdkowym prezencie – body.

Mamy też dwa pierwsze prezenty dla Malutkiej/Malutka, które są w zasadzie prezentami dla moich oczu, choć z korzyścią - uważam - dla nas. :) Bo czytanie na głos już było. Nawet M. zasłuchany był w opowieści o pannie Pchle.
Książeczki są przepięknie wydane, z cudownymi obrazkami, ukochanymi wierszykami...


Maluszkowe



W ubiegły wtorek otrzymałam telefon z luxmedu. W rejestracji są dostępne wyniki testu podwójnego. Nie powiem, zamarłam w pół kęsa, w pół gestu.
Przeszło mi.
W piątek odebraliśmy wyniki. Wydają się być pozytywne. Tzn małe prawdopodobieństwo.
Za to trochę zaniepokoił mnie wynik ryzyka samoistnego porodu przedwczesnego przed 34 tygodniem – 1:109. Do obgadania na wizycie, która dopiero 29.03 … mam nadzieję, że pomimo iż będzie to czas poświąteczny Doktorek nie zrobi sobie dnia wolnego …
Dziewczyny, czy ten wynik powinien bardzo niepokoić? Jak było u Was?


Niedługo wieczorne przykładanie ucha, co prawda za pomocą detektora, ale zawsze...

Jesteś! :)

środa, 24 lutego 2016

Emocjonalna.

Od czego zacząć? Czym zaczynam rozmowę z M., po wyjściu z gabinetu? A z Rodzicami? Tymi nielicznymi, którzy (w realu) wiedzą...
Na razie jest dobrze. Ojej... to dobrze, to super... oby wszystko szczęśliwie.
Gdy każdy już pozwala sobie na głęboki oddech i zajmuje się tym czym się zajmował przed rozmową ze mną, ja już drżę. Po co powiedziałam NA GŁOS, że na razie jest dobrze?
Kurwa, dziewczyno, czy ty rozumu nie masz? Po co mówisz...?
Już wstukuję w myślach nowe hasła. Nad-interpretuję słowa Doktora. To m.in. one. Słowa. Zaprowadziły mnie blisko 3 tygodnie temu do jego gabinetu na wcześniejsze usg niż zamierzałam. Słowa i odczucia dobiegające z mojego ciała.
Czemu nie takie piersi, a były takie, a takie.
Sutki?
Brzuch?
Ucisk w brzuchu.
Rozciąganie.
Żyłki.
Promienność.
Mdłości.
Wymioty.
Częstotliwość sikania w nocy.
Za dnia.
Zapachy ciała.

Każda ciąża jest inna. Wbij to sobie to głowy. Ta ciąża, to Dziecko, nie jest tamtą, Tamtym. Tak? TAK!
To czemu, po kolejnej wizycie, cudownej przygodzie z obrazem na usg, widokiem Malutka, który/a ruszył/ rąkunią, łyknął/ęła płynu w którym tańczy i rusza się … znowu w objęcia bierze mnie strach. I tarmosi, wyciska nadzieję oraz rzeki łez?
Żyję tygodniami, baa nawet dniami.
Uspokoję się po szczęśliwie zakończonym porodzie, połogu. Mam nadzieję, ze tak będzie!

Tymczasem staram sobie nie pozwalać na wachlarz emocji w rozkwicie. Bo wiem, że mnie doprowadzi to 'tylko' do bólu głowy, bólu za okiem, a Malutkowi ..? Na pewno nie pomaga.

Bardzo chcę na spokojnie rozkoszować się wypowiadaniem na głos kolejnych imion, wchodzić na stronę Sroki i szukać odpowiednich preparatów na rozstępy, a dokładniej na niepojawianie się nowych (choć Sroka i tak nie wierzy w takowe :)), nie oglądać incognito na własnym! komputerze kolejnych stron z blogami rodzicielskimi, wyprawkowymi. Nawet IKEA i jej asortyment jest mi - przeze mnie zakazana.
Dopiero dziś (Uczuciowa, ganisz?) dwóm bliskim koleżankom powiedziałam (napisałam), że jestem w ciąży, a D. do chwili obecnej nie wie... Gdzieś nasze przyjacielskie drogi się rozeszły, a ja nie umiem ich znaleźć … chyba winne są chwasty zaniedbania, zapomnienia, nowych ról, innych prac. Czy wystarczy mi sił,by je wykarczować? Już kilka razy próbowałam … Na chwilę dróżka była wyraźna, a stopy nie były poranione ani przez osty, ani nic nie przysłaniało widoku.
Na pewno samo się nic tu nie da.
Chyba jeszcze dziś napiszę. Ale nie na pewno.

Moja ciąża w liczbach i nie tylko.
Wg ostatniej miesiączki to 12 tydzień 3 dzień, wg usg 13 tydzień 4 dzień.
Malutek ma 7cm 4 mm, posiada kość nosową, a przezierność karku wynosi 2 mm.
Akcja serca miarowa 160 uderzeń na minutę. I po raz pierwszy słyszałam serdunio! Nie muszę pisać, że popłakałam się? Co najmniej ze 3 razy.
Jest żołądek i pęcherz moczowy.
I jeszcze więcej, ale i tak się rozpisałam...
Ryzyko trisomii niskie. Na test podwójny przyjdzie mi poczekać 10 dni.

Trochę kamień z serca, ale … jak to u mnie. Jest moc kolejnych strachów.
Zastanawiam się nad zakupem detektora tętna płodu. M. mówi, że to bez sensu, jak coś źle usłyszę, albo nie usłyszę … To popadnę w totalną czarną dziurę.
Na ten czas i tak muszę się wstrzymać z jakimikolwiek zakupami, bo „pieniądze pracowe” prawie nie istnieją, a zusowskich nie wiem kiedy się spodziewać.

Najbliższa wizyta we wtorek. Idę po zwolnienie i luteinę.

Czekam na słońce. Bezśnieżny i ciepły świat wiosennych zapachów i ćwierków. Motyli i rosnącego brzucha. Mojej niezafrasowanej twarzy.
Czekam na Ciebie.

wtorek, 12 stycznia 2016

Jesteś serca biciem ...

Wiosną, Latem, Życiem.

Widziałam serdunio! Bije 145/minutę, miarowo.
Popłakałam się.
Nie widziałam gdzie i jak patrzeć pośród tej bieli, czerni i szarości (Leśna! :)), ale spokojny głos Doktora Sz. objaśniał, tłumaczył i uspokajał.

Serduszko moje, trzymaj się!



Nie-dziękuję za wszystkie kciuki i dobre słowa.

Pomilczę trochę.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Wstążeczka.

Wiemy od tygodnia.
W miniony poniedziałek, rankiem, wiedziałam, że już czas.
Lekkie zdziwienie. Leciutka różowa wstążeczka. M. ucieszył się, ale nie dowierzał.
Popołudniu, po pracy, pierwszy raz beta.
134,3

M. już wierzy. Cieszy się. Uwierzył już rano. Smsów bez powodu - ot takich zaczepialskich - miałam od Niego mnóstwo. Zwykle wysyła jeden lub dwa ...

Jest wtorek. Sporo spraw do ogarnięcia. Za dwa dni wigilia. W bibliotece wybieram kilka książek. Zastanawiam się, czy to nie za dużo, w sensie, czy powinnam dźwigać te tomiszcza, skoro idę jeszcze po zakupy. OK dam radę. W stokrotce to i tamto, sok, woda niegazowana, szklany talerzyk w kształcie ryby ... Siaty na ramiona i … czuję, ze przesadziłam. I to grubo. Z drżeniem idę do domu. To niedaleko. Dasz radę. Wcale nie jest tak ciężko. Ooo już, prawie …
Później zesrana siadłam na kanapiszczu i robiłam samej sobie reprymendę.

Środa. Późne popołudnie. Kolejna beta.
Kombinuję co by tu … tak żeby się nie zamartwiać. Cholera, szkoda, że idą święta. Lux med zamknięty. A ja tak bardzo chcę wiedzieć, wierzyć, że to nie sen. OK, nie mogę wykonać bety 25.12, ale mogę ...kupić test.
Wyniki ok 19.00 Jest! Jest wzrost!
458,1

Pięknie! Wielki kamień z serca.

Czwartek, ostatni dzień pracy w tym roku.
Rano. Nic nie czuję. Nic. Żadnego rozciągania. Nic. M. wyszedł na poranny spacer z buldożerią. A ja siedzę i wyję. Robię śniadanie, przez łzy. Wchodzi M. w uśmiechem, wbiega psiut. Ja płaczę.
M. powoli mnie uspokaja. W pracy czuję znajome już od 3 dni bóle. Jak na okres. Tylko to nie okres, a ja oddycham spokojniej.

Wigilijny wieczór spędzamy u teściów. Bożonarodzeniowy poranek jest dla moich Rodziców i Brata. Nerwowość, poprzedzona moim wybuchem. Życzenia... mówimy o ciąży. Wielki, niedźwiedzi, familijny uścisk. Schodzi ze mnie ciśnienie. Teściowa ciągle świdruje mnie wzrokiem …

25.12
Rano sięgam po test. Po kontrolnym różu, wychodzi obok kolejna, różowa wstążeczka. To już 5. :)
Przed śniadaniem mówimy mojej Rodzinie. Tato, co było do przewidzenia - mocno wzruszony. Płacze. Podobnie Mama. Brat oszczędny w uczuciach, gratuluje.

Upływają dni. Tak bardzo chciałabym by wszystko przyspieszyło. By był już początek września …
M. jest jak zwykle jest moją ostają. Jest spokojem.
Mam silne ataki paniki. Że to już koniec. Nic nie czuję. Nie tak powinno być. Wczoraj wieczorem wpadłam w najprawdziwszą histerię. To było straszne! Dziś rano i w południe ...znowu.
Rano pojechałam na betę.
Znowu wzrost. Dobry. Wytyczne kalkulatora ...porównywanie. Pewnie niepotrzebnie się katuję, ale to silniejsze ode mnie.
Miałyśmy się spotkać z W. Dopóki jest nad R., razem ze swoją rodziną. Nie wiem czy się zobaczymy ...przez moją wybuchowość, płaczliwość.

Jest we mnie dużo strachów. Nie pozwalam sobie na radość. Choć kiełkuje we mnie życie.
Choć już wiemy, to oszczędzam sobie czułości. Ciut wybiegam w myślach w niedaleką przyszłość i za chwilę karcę się i mam ochotę robić wszelkie zabobonne rzeczy, by odczynić uroki. Zaklinać rzeczywistość.
Po cichu ...marzę...

Proszę, trzymaj kciuki.


PS. Olga, czarodziejko! W. też nią jest. 

czwartek, 19 lutego 2015

Wszystko jasne.



Jestem osłabiona.
Ból kąsa stawy, kości. Temperatura wzrasta, by opaść i tak w koło. Rozwałka na całego.
Ale! To i tak niewielki haracz ze strony mojego ciała. W  końcu pozbyłam się pierwszej z dwóch - oby nie czterech - ósemki. W sumie jest nie najgorzej. Leżymy sobie z psiutem, zmieniając tylko boczki, oglądamy seriale i kwitniemy.

W międzyczasie.
Mama dostała skierowanie do szpitala, ponieważ od dwóch tygodni nie może wyleczyć się z przeziębienia, które jak się okazało zajęło oskrzela, a może i poszło na większą robotę koksując płuca. Moja starsza szwagierka – A. jest zapalona skałkowiczką i wczoraj spadła z jednej ze skałek. Z 4 metrów :( Operacja z miejsca. Ma wstawioną płytkę. M. i teściowa jadą do A. w sobotę i zobaczymy jaki będzie rozwój dalszej historii. Dodam tylko, że A. ma poważniejszą operację za sobą, a przez to obniżoną odporność. Mam nadzieję, że będzie dobrze, na całej linii!

Jako, że post chorobowy to napiszę o swojej przypadłości, która ma się jeszcze  niestety dość dobrze, ale powoli powoli …
W poniedziałek poszłam do dermatologa, wcześniej naoglądawszy się zdjęć  w necie o różnych przebrzydłościach. Achh jakie to szczęście, gdy ludzie wklejają foty dodatkowo opisując je b. dokładnie. :P
Do gabinetu weszłam w bojowym nastawieniu i z postanowieniem, że nie odpuszczę dopóki p. doktor dokładnie nie obejrzy mi stóp i rąk. Wypaliłam, że wg mnie (ja ja jestem samozwańczym dermatologiem :)) wygląda to na grzybicę. Wiem fuj, ble i wstyd. Pani doktor powiedziała, że jej to nie wygląda na grzyba, a raczej na nadmierne zrogowacenia i dała mi garść darmowych kremów na noc i na dzień oraz skierowanie na posiew.
Dziękuję, pa!

Nie chcę dokładnie opisywać co się działo w punkcie pobrań. Ale napiszę tylko, że było to nad wyraz upokarzające. Tu ludzie do pobrania krwi, oddający próbki i ja z moimi czerwonymi, wysuszonymi na wiór dłońmi i stopami. Te spojrzenia …
Jeszcze tego samego dnia mogłam podejrzeć wyniki. Niestety. Trafnie sklasyfikowałam swoją przypadłość. Mam grzybicę. Jestem sama sobą zniesmaczona i przerażona. I strasznie się choroby wstydzę :( Ale i trochę się cieszę, że wreszcie wiadomo jak działać. Tzn prawie, bo wizytę u pani dermatolog  mam jutro, ale clotrimazolum już jest w użyciu.

Pieczątkuję wpis brakiem okresu w 29 dniu cyklu. Mam tylko mikro-plamienia. Przypuszczam, że winny jest stres ostatnich dni, oraz sprawy okołochorobowe.


Wracam do obijania się. Tzn zmieniam łokieć :)


Dobrego dnia!

czwartek, 12 lutego 2015

Oddycham swobodnie.



Mam duży apetyt na kolory, słowa, seks, wiosenne kanapki, na nowe, na to co przede mną. Nie liczę od kiedy do kiedy…. no tu już…. wyskakujemy z majtek.
Ooo teraz to MUSI się udać!
Jeden dla mnie, zero dla symptomów, objawów. Biorę wszystko tak jak jest.
Nie wiem ile to potrwa. Zapewne niedługo, ale cieszę się że choć na chwilę mam tą dobrze mi znaną Śliweczkę tylko dla siebie.
Swobodnie oddycham.

Pozwoliłam sobie na bieliźnianą ekstrawagancję, której nigdy nie otrzymałam w podarunku. Nawet na panieńskim. ;) Fikuśna, zmysłowa bielizna. W zasadzie bardziej jej nie ma niż jest. Do przejrzenia setki produktów, nie mnie sprzedających … Z rozcięciem, koronką, w kolorze koralowym, z falbanką…. Niesamowity wybór!
Oglądając produkty na allegro rozbawiło mnie ich ostrzeżenie- zabezpieczenie, pozory muszą być. :)
Zamówione produkty odebrałam dzisiaj. Wszystko fajne! Nie-ubranie do ubrania nie tylko w walentynki ;D Choć myśl przewodnia zakupów była (chyba) właśnie taka.

Zastanawia mnie fenomen wszelkiej maści erotycznych gadżetów, o których do zeszłego tygodnia nie miałam pojęcia, nie wspominając o zastosowaniu … ;) ‘Rajcowne’ dziwactwa które mogą zadawać ból. Gdzie w tym wszystkim seks? Radosny i spontaniczny …
OK bez analiz.
Jest popyt = jest podaż = sprzedaż kwitnie.


Mam nadzieję, że niedługo będę się mogła ‘pochwalić’ poczynionymi zmianami mojej osoby.
Szkoda, że nie będzie to dotyczyło zgubionych zbędnych kilogramów…. Grrr ;/


Dobranoc.
PS Cholernie dziwne sprawy chorobowe dłonie-stopy, w sumie kostki, łokcie też się łapią jakby ciut lepiej, ale tylko ciut.




Maniana. Tłustoczwartkowa :D
Smacznego!

faworki domowej roboty, pączysławy niestety nie





sobota, 31 stycznia 2015

Pytania bez odpowiedzi.



Żadne pytania nie otrzymały odpowiedzi.
Kolejna wizyta u lekarza rodzinnego. Diagnozy nadal brak… Skierowanie na TSH (badanie wykonałam dziś i chyba nie jest tak źle bo wynik nie jest nawet pośredni, a raczej z tych niższych – 1,28), oraz prośba (skierowanie? e-eee noł łej:)) o powtórne badani ASO ilościowo (zapewne wyniki on-line będą dostępne w poniedziałek).
W sumie bzdurę napisałam na początku. Będąc dziś w diagnostyce, pani nie wiem jak ją tytułować … pani-pobierająca-krew (w sumie adekwatne do pracy w diagnostyce i jej powołanie do oświecenia – mnie powinno brzmieć DAGNOSTKA) zadawała pytania i zdiagnozowała mnie. Dwukrotnie! W przeciągu 3-5 minut :) Nie powiem mina mi zrzedła i dostałam chwilowej zesrawki – jako nadwrażliwiec. Oby się bez łez.

Werbelek.
Mam (w sumie wykluczyć nie można) chorobę immunologiczną, która atakuje organizm, cholera z tego szoku zapomniałam nazwy. Pani ją ma i leczy się 10-ty rok.
Na co odpowiadam, że nie mam guzów na stawach i jeszcze jakiejś JEJ przypadłości.
Aha.
No to toto jest łuszczycowe zapalenie stawów, bo chłopak z którym leżała w szpitalu na ….
Jeeezzzzzzuuuuu

Pani zabrała się za właściwą sobie pracę.
Aaaa została przez mnie oświecona, że skierowanie jest wymaganie nie tylko przez okulistów, ale również przez dermatologów.

Dowidzenia. Nigdy więcej! (w tej wkłuwalni)

Pani dermatolog przepisała maść ze sterydem. Nie pomogło.

Pani ginekolog.
Odebrała mi nadzieję na spokój ducha jeszcze przed przywitaniem i przekroczeniem drzwi gabinetu. Moja -- nie moja pani doktor jest w dość zaawansowanej ciąży. I w sumie na tym powinnam poprzestać. Mam zlecone – na wyraźną - moją prośbę kilkanaście badań. Aha i jedno badanie Męża. Tyle.
Dowiedziałam się czegoś oczywistego dla mnie. :) Mam silne pragnienie dziecka. Tak pani doktor, niezaprzeczalnie. :)
Poprosiłam o złoty środek … Otrzymałam uśmiech.
Tyle.

Wrócę, nie odchodząc, do doktora Sz. Ale najpierw zajmę się ósemkami oraz dziadostwem dłoni i stóp. 
Od dzisiaj odstawiłam acard.


Smaki dzisiejszej soboty.
By Mąż :)

domowe wrapy z kurczakiem, zieleninką, serem i słodkim sosem. OK, majonez ze śmietanką też jest ;)

niedziela, 18 stycznia 2015

Przychodzi baba do ....



Po raz pierwszy… dobry wieczór w 2015!

U mnie bez zmian. Jeszcze wczoraj myślałam, że zaskoczyło. Dziś oblałam kolejny test na macierzyństwo. Znowu. Ale, jest pozytyw. Obyło się bez łez.
Test wykonałam po 8.00
3 kropelki. Nic się nie dzieje. O jest. ……. Jedna kreska.
Hmmmm
Psiut idziemy na spacer.
Uwielbiam poranne, niedzielne spacery z psiutmistrzem. Szczególnie gdy na dworze, jest tak jak dziś. Przyjemnie chłodno (a nie zimno), szaro, bezwietrznie. Spokojnie. I bezpsowo!

Wróciliśmy.
Oglądam test. Niestety nie dostał drugiej kreski. Truuuudnooo. Test ląduje we frakcji suchej (jako, ze plastikowy).

Czytam książkę, serfuję po necie, oglądam serial.
Głupi test.
Przecież objawy są! Konsternacja. Są … na zbliżający się okres, głupia. Grrrrrrrr

Około 12.00
Co robię? Ano grzebię, we frakcji suchej (dobrze, że rzeczywiście jest sucha :o). Wyciągam test. Oglądam. Bliżej okna. I znowu. Hmmmm chyba coś jest. Jakiś cień. :D
Biegnę do M. Pokazuję. Spogląda. Choć nie tak wnikliwie jak ja. Nie nic nie widzi. Każę się przypatrzeć, czy MOŻE JEDNAK widzi tam cień.
Zerka na mnie z uśmiechem … tak … widzę … to … wygląda na dobrą wróżbę, za miesiąc. :) Spróbujemy znowu.
Czy już pisałam, że kocham M.? Na pewno! A że go lubię? To napiszę dla pewności, baaardzo go lubię :D Kochany optymista!


Z mniej optymistycznych informacji…
W pierwszym tygodniu stycznia, po raz pierwszy miałam odczucie, że nie mogę – bez problemów – zginać dłoni. Towarzyszył temu ból i poczucie, że palce mam spuchnięte.
Kilka dni później na wewnętrzną stronę dłoni oraz! stóp wyszedł rumień, a dodatkowo na stopach jakaś paskudna wysypka z mikro płynem w środku. Super. Ręce obolałe, podobnie stopy, dodatkowo bardzo rozgrzane i z idealnie zakończonym rumieniem, tzn nie wyszło toto na skórę wierzchnią dłoni/stóp, a zakończyło się krechą (idealną, jak wspomniałam). Wyglądało to komicznie i …niepokojąco. Na tyle, że w ubiegły poniedziałek postanowiłam odwiedzić internistę.
W rejestracji powitała mnie sąsiadka z byłego miejsca zamieszkania i zapisała na ‘już’ do pani doktor pediatry :D Miałam się tylko nie afiszować z kartą, no i wiadomo przepuszczać rodziców (czytaj matki) z dziećmi, o ile takie były. OK.
Aara nie OK. Padło pytanie nie z gruchy ni z Pietruchy „Czy macie dzieci?”, „A to ile już po ślubie?” Nosz kurwa! Nic ci do tego …. Oczywiście TEGO nie powiedziałam, a pomyślałam, a mina malowana była w półuśmiech, przekrzywiono głowa, lekkie potakiwanie. Tzn chyba, tak, bo we mnie się gotowało.
Przepuściłam w sumie 3 matki z dziećmi. Zsiadłam na krzesełku. Czekam. Razem ze mną czeka starsza pani. Zerka na mnie i … zaczyna rozmowę. Monolog, znaczy.
Wiem, że ma chorobę X, ma 2 córki (ze starszą mieszka), 4 wnucząt. Ma starszego brata, jego dzieci tzn 2 córki są za granicą, a syn mimo ukończonej szkoły wyższej pracuje w W-wie na budowie. Wnuczki są bardzo mądre, trochę nieznośne.
Padło pytanie o dzieci. Nie mamy …. A czemu …? Aaaaa wie pani, u starszej nie było tak łatwo. Poroniła. I opowiedziała mi moją historię. MOJĄ!
Tylko to się nie działo w lutym, a w wakacje. Poczułam się nieciekawie. Łzy same cisnęły się do oczy, ale powstrzymałam je. Tylko potakiwałam. Pani kilka razy na mnie spojrzała, ale kontynuowała.
Boże. Czemu ta kobieta opowiedziała mi nie swoją historię? Kto ją upoważnił? Ja wiem, to była jej córka, ale ….?! Mam nadzieję, że pomimo znajomości nietaktu mojej Mamy, jest w niej refleksja i szacunek do mnie i dla moich przeżyć, które są poniekąd jej przeżyciami. I w poczekalni siedzi sobie spokojnie na krzesełku i nie zagaduje, nie snuje opowiastek.

Na całe szczęście, monolog dobiegł końca, bo pani z córeczką wyszła z gabinetu.

Opowiadam pani doktor co i jak. Pokazuję. Ale tylko dłonie, stóp nawet nie chciała oglądać. Grrr  Mówię, że staramy się z Mężem o dziecko i jeśli można, to proszę o ewentualne maści/kremy ‘nieagresywne’. Ooooo to nie przepiszę pani tabletek, ale maść. Proszę jeszcze zrobić OB, morfologię i ASO. OK.
Wyszłam.
Starsza pani nadal czeka przed gabinetem. Ubieram się, życzymy sobie wszystkiego dobrego.
Aaaa dodam, że w jednym była, powiedzmy że pomocna. Choć ja nie skorzystałam z jej wiedzy, a szkoda. Powiedziała, że nie dostanę się do dermatologa, jeśli nie będę miała skierowania. Mama powiedziała co innego, zawierzyłam rodzicielce i … w piątek ponownie wróciłam do pani doktor. :) Innej.
Wykupiłam maść, na szczęście o niższej gramaturze, niż widniało na recepcie (dzięki temu tańszej). Czytam ulotkę i co? Dzień dobry, maść ze sterydem. Bezwzględne nie stosowanie w pierwszym trymestrze (za każdym razem po owulacji utrzymuję, że mogę być w ciąży, co chyba? jest logiczne?). Ja pierdole! Dobrze, że maść nie kosztowała majątku, ale … no przecież mówiłam! I to pediatrze!!
We wtorek zapis do dermatologa, na kolejny piątek. „Ale to będzie kontynuacja leczenia …? Nie? To proszę skierowanie. Ugrrrrr
Zrobiłam badania. OB, morfologia w normie, ASO … zamiast 200 jednostek czegoś na ileś 397. I ryk. Bo to paciorkowce, przecież. Paciorkowce, które atakują nasze dziecko … itp. itd.
M. jak zwykle zimna krew. Uspokaja, tłumaczy. OK, przeszło mi. Co ja bym bez niego zrobiła?
W piątek wizyta. Dzięki ‘tablicy ogłoszeń’ dowiaduję się, że moja sąsiadka oprócz pracy w rejestracji, jest również położną środowiskową.
U pani doktor w gabinecie (pół godziny poślizgu, ale co tam). Tłumaczę chaotycznie, prawie z płaczem. Pani doktor prawie uspokaja. Prawie. Nie mam do niej zaufania, bo ciągle wtrąca luzik, spoko i … seksownie? (albo się przesłyszałam ;p). Ale. Zagląda w gardło. Maca ręce, stopy. I … daje skierowanie. I słyszę pochwałę. Na temat czytania ulotek. :D
Zapisuje mi nazwy kremów emolientowych.
Krem kupuję i … jest do dupy.
Razy dwa.
Raz, totalnie nie pomaga, a wręcz bardziej wysusza :(
Dwa, Sroka ze http://www.srokao.pl/ nie poleca go. Bo ma formaldehyd i jeszcze jakaś zarazę. Kurnia, krem dla dzieci i niemowląt. Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Zobaczymy co dalej. Byle do piątku.

Krajst! Ale notkę wysmarowałam.
Ciekawe ile zabierze mi tekst po powrocie od ginekologa …?
Bo zmieniam. Na panią.
Ma świetne opinie na znanym lekarzu. I trafnie zdiagnozowała moją koleżankę z pracy.
Chcę, by coś się u nas zadziało…
Wizyta 26.01.

Miesiąc pod znakiem lekarzy…


Do miłego ….

PS Miałam kiedyś pisać o prezentach, ale nie wiem czy jeszcze warto. Mikołajki, gwiazdka z Gwiazdorem dawno za nami …

środa, 31 grudnia 2014

Faith Hope Love



Wiara.Walka.

Wierzę, że pokonam swoje słabości. Wierzę, że niedługo nie będzie tak jak dziś. Czyli, że na dobre rozpłaczę się w pracy. Szlochem nie do utulenia… Choć przy okazji szczerze i ciepło porozmawiam z szefową i usłyszę jej historię o długiej i krętej drodze do rodzicielstwa. Macierzyństwa.
Jej synkowie (bliźniacy 2,5 roku), zostali poczęci dzięki in vitro.
Chłopcy wspaniali, kochani, wręcz ubóstwiani.
To daje wiarę, że w końcu i nam się uda. Nieważne którą z dróg wybierzemy. Jeśli natura zawiedzie…

Że nie będzie jak dziś, czyli najpierw zgodzę się na domówkę ‘da silva’. By w końcu wpaść w otchłań płaczu, żalu i złości. I odmówić.
Bo będzie A. i M. z córeczką, A. i Ł. z dziećmi oraz……

No i my.
Z psem.

Bardzo chcę odpuścić przeszłość.
Chcę oddychać pełną piersią.
Chcę zawalczyć o szczęście.
O uśmiech, bez drżenia ….




Nadzieja.

Jak dotychczas, co miesiąc jest moją nieodłączną kompanką. Czasem kurczowo przeze mnie uchwycona, mocno trzymana, aż  brakuje mi tchu. Dotychczas, co miesiąc witam rozczarowanie i ścieram łzy zawodu, ale … Już za miesiąc …

Początek tego roku dał mi niesamowitego pstryka w nos. Nadzieja prysła jak bańka mydlana, a ja roztrzaskałam się o podłogę. A mimo to … powoli, z każdym mijającym dniem, tygodniem, wiara w ‘możliwe’ stała się na powrót zasadna.
Wierzę, że jeszcze będzie dobrze.




Miłość.

Kocham mojego Męża.
Czuję, że daję z siebie wiele, choć mogę więcej. Chcę być lepsza. Milsza, łagodniejsza, mniej humorzasta, marudna, nudna ….
M. wspiera mnie, wyciąga dłoń, mocno ściska i nie pozwala upaść.
Czuję, że On i ja to … MY. :)



Bardzo chcę by z tych marzeń, walki i miłości KTOŚ zawitał do naszego bezdzietnego świata.
Czego i Tobie życzę, jeśli tego właśnie pragniesz.


Szczęśliwego Nowego Roku!
Szalonej zabawy w Sylwka :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Świątecznie.

Życzę Ci bardzo Wesołych Świąt!


Pięknie spędzonego czasu z najbliższymi …
Oczyszczających łez,
szczerego śmiechu,
wiary w dobre dziś i …jutro

…spełnienia.



nasze drzewko