Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrześniowe szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrześniowe szczęście. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 grudnia 2016

Siłacz.

Rok temu był Marzeniem. Jego istnienie znaczyły różowe paseczki na kolejnych testach ciążowych. A dziś … Dziś to nadal Marzenie, siedmiokilogramowe, pucate, uśmiechnięte, zajadające własne rączki, rozdające dziąsełkowe uśmiechy, chętnie leżące na brzuchu (jedynie 5 minut, ale! jednak ;)), marudne, płaczliwe, niebieskookie. Kochane. Nasze.
Maksio.



Klusek wygładził moje ostre kanty. Widzę wyraźniej. Patrzę dalej. Nie wiedziałam, że mam w sobie tyle cierpliwości i zachwytu na małymi rzeczami. Że można tak kochać. On to sprawił i dziękuję za to.
Cudownie iść na spacer z gondolą, widząc przechodzące ciężarne, inne mamy z wózkami – uśmiechnąć się, nie gotować się ze złości, zazdrości. Nie być obezwładniającym smutkiem. Tak. Byłam smutkiem. Żalem. Goryczą.


Lubię myć Maksia, wraz z Mężem i biegającym wkoło Bulwą. :) Lubię obserwować jak tata i syn, bawią się. Jak ta nić porozumienia i miłości jest coraz mocniejsza, pewniejsza, każdy dzień to pokazuje, potwierdza.






Piękna jest nasza codzienność. Czasem szara, bez uśmiechu, żółto-słoneczna, z burczącym brzuchem, niewyspana. Nieidealna, a mimo to...

mój siłacz