Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Włączam pauzę.

Piszę ostatnie maile. Pełne emocji oraz – mam taką ciszą nadzieję – słów pociechy.
Segreguję, sprzątam, wyrzucam. W biegu łatwiej pozbyć się spodni, których nie zakładam od roku … Którą płytę wziąć? Składanka wydaje się być optymalna. Popowo, bez wgryzania się w tekst i szukania drugiego dna. ;) Muzyczna wata cukrowa! Jeah! :))

Bagażnik powoli się zapełnia. Podobnie jak moja walizka. Jak zwykle przesadzam z ilością koszulek i spodni, ale inaczej nie potrafię, bo może a nuż ten dodatkowy biały T-shirt okaże się niezbędny... W końcu w urlopową – cudownie-słoneczną-bezwietrzną pogodę wstrzeliliśmy się wręcz idealnie. Czy ktoś nie dowierza, że marzenia się spełniają? :)

Powoli zamykam kramik z potrzebami, prośbami, roszczeniami, przetargami...

Cudowna chwilo wytchnienia trwaj!

Ciao!

zawsze w okolicach urlopu towarzyszy mi ten utwór:
enjoy!







środa, 17 czerwca 2015

Urlopowy czas.

Układam kwiaty w wazonie.
Kupiłam nową książkę.
Codziennie, wraz z W. staramy się rozmawiać. Co prawda jest to rozmowa głównie w @, czasem telefoniczna. Myśli niepoukładane, myśli odhaczone. Hasła. Nowe przepisy np. na naleśniki!
To rozmowy skończone jakby po zaczerpnięciu głębszego oddechu.
Cieszę się, że mamy siebie.
W. jeszcze nie wie, że idzie do niej kartka, na urodziny. Mam nadzieję, że tym gestem sprawię jej radość. Mi wybór kartki i spisanie myśli z życzeniami sprawiło dużą frajdę. :)

Mam mnóstwo czasu na odkrywanie nowych blogów. Nie tylko o niepłodności, choć nie powiem palce same układają się w słowa, frazy pt hiperprolaktynemia, niepłodność, tęsknota. Skutki wyszukiwania jak dotychczas napawają optymizmem, że może być dobrze.

Szukam innego koloru - dla naszego mieszkania - niż jedyny słuszny biały. Oporna jestem w tej materii.

Niecierpliwie odliczam dni do wizyty u gina.
Szybciej, szybciej. Chcę działać!


Często tulę bulwę. Tak bardzo cieszę się, że jest. Sierściuch niejednokrotnie przywoływał mnie do pionu. Przewrotne. Rozumiemy się bez słów.




subtelność. tego mi we mnie brakuje...



wtorek, 7 kwietnia 2015

Chwile.

Norma w przejedzeniu się wyrobiona.
Norma to złe słowo.
Prze-żarstwo sięgnęło zenitu i zobaczyłam to na własne oczy, gdy moja Mama zrobiła M. i mnie fotkę, a ja oglądając zdjęcia odważyłam się zrobić bezczelność i skasowałam to zdjęcie (no sorry Winnetou ale ...musiałam). Mama żyje w nieświadomości, a ja mam się lepiej. Miałam. Bo od dziś wielkie opróżnianie magazynów czytaj lodówki ... i szybko szybko bo suróweczka, bo śmietanka na 3-bicie i tiramisu, bo ....
Mogłabym wspomnieć jeszcze o jajku w majonezie ... ale poprzestanę na leżeniu. Jako że mam urlop to leżę, byczę się i dobrze mi z tym :) Układa się.
Ale po tym szaleństwie znowu mówię pass dla wszelakich majonezów i słodyczy. Postanowienie powraca.

 Z odmętów "ulubionych" wyhaczam zapisane seriale, zaniedbane przez brak czasu, chęci, książki. To ostatnie uważam za plus dodatni.
Wieczory rezerwujemy dla powtórek 4tego sezonu "Gry o tron". Bo już za chwileczkę, już za momencik ...5 sezon. Jupi!
Aż do tego roku nie mieliśmy tiwika. W okolicy Świąt lubiłam sobie głośno pomyśleć, jak to fajnie byłoby pooglądać "Kevina ..." (wiesz, że nigdy nie obejrzłam tego filmu od początku do końca? pewnie żadna strata, ale ...), "Ekspres polarny", czy inną "Meridę waleczną". M. pytał czy kupić. Moje jedno tak skutkowałoby natychmiastowym zakupem czarnego prostokąta.
Każdorazowo odpowiadałam 'nie'. Mieliśmy inne wydatki. No i uzasadniałam, że przecież Święta są tylko 2 razy  roku, a ogłupiacz wciągnąłby mnie w "sprawy dla reportera", "eMy ..." i wszelkie inne dni czyjegoś życia ...
W lutym M. postanowił zmienić monitor. Że niby obecna 17stka za mała, a przecież poza pracą, pracuje też w domu ...Przytaknęłam. Kupuj. No i kupił. :) Telewizor z funkcją monitora. Nie muszę pisać, że telewizornia wylądowała w dużym pokoju, a nie małym? :) No i nasz lucky bamboo poszedł w odstawkę, bo jego miejscówkę przejął czarny prostokąt na nóżce.
Po blisko 4 latach nieposiadania telewizora każdą reklamę chłonęłam zafascynowana. Co prawda jakością to one nie grzeszą, za to ilość ... zatrważająca! Łykałam jak młody pelikan. Rozkręciłam się po przybyciu anteny. To już nie był 'pakiet bieda.' :D Zachłyśniecie się trwało króciutko. Powtórki powtórek. Ale. Jeśli tylko mogę oglądam "SpongeBob'a", "1 z 10" - Pan Sznuk! i jego głos! jakieś dokumenty ... tyla. Aha i w sobotę obejrzeliśmy "Zieloną milę".
Wracając do "Gry...". Po raz pierwszy oglądamy nasz ulubiony serial w większej skali, lepszej jakości (OK brak HBO, ale od czego jest pen?) ... no że HD itp i bez wytężania uszu ;) Hurra!

Wracam do biernego wypoczynku. Do książki.

Mieszkanie chwyta przedostatnie promyki dzisiejszego słońca...


Udanego wieczoru!



PS. Lubię dodawać foty. Dodaję wszystkie 3 ;) Około-świąteczne.

Żonkile. Uwielbiam.



3-BIT Przyjemność 3 stopnia. Noo niestety. Przyciężkość alias otyłość 3 stopnia ;p

Kruche. Te kółeczka to podstawki pod kubki. Hand made (prezent na święta) wirtualnej koleżanki (przyjaciółki?). Szkoda mi z nich korzystać, bo piękne. Więc kiedyś gdzieś zawisną :D

czwartek, 19 lutego 2015

Wszystko jasne.



Jestem osłabiona.
Ból kąsa stawy, kości. Temperatura wzrasta, by opaść i tak w koło. Rozwałka na całego.
Ale! To i tak niewielki haracz ze strony mojego ciała. W  końcu pozbyłam się pierwszej z dwóch - oby nie czterech - ósemki. W sumie jest nie najgorzej. Leżymy sobie z psiutem, zmieniając tylko boczki, oglądamy seriale i kwitniemy.

W międzyczasie.
Mama dostała skierowanie do szpitala, ponieważ od dwóch tygodni nie może wyleczyć się z przeziębienia, które jak się okazało zajęło oskrzela, a może i poszło na większą robotę koksując płuca. Moja starsza szwagierka – A. jest zapalona skałkowiczką i wczoraj spadła z jednej ze skałek. Z 4 metrów :( Operacja z miejsca. Ma wstawioną płytkę. M. i teściowa jadą do A. w sobotę i zobaczymy jaki będzie rozwój dalszej historii. Dodam tylko, że A. ma poważniejszą operację za sobą, a przez to obniżoną odporność. Mam nadzieję, że będzie dobrze, na całej linii!

Jako, że post chorobowy to napiszę o swojej przypadłości, która ma się jeszcze  niestety dość dobrze, ale powoli powoli …
W poniedziałek poszłam do dermatologa, wcześniej naoglądawszy się zdjęć  w necie o różnych przebrzydłościach. Achh jakie to szczęście, gdy ludzie wklejają foty dodatkowo opisując je b. dokładnie. :P
Do gabinetu weszłam w bojowym nastawieniu i z postanowieniem, że nie odpuszczę dopóki p. doktor dokładnie nie obejrzy mi stóp i rąk. Wypaliłam, że wg mnie (ja ja jestem samozwańczym dermatologiem :)) wygląda to na grzybicę. Wiem fuj, ble i wstyd. Pani doktor powiedziała, że jej to nie wygląda na grzyba, a raczej na nadmierne zrogowacenia i dała mi garść darmowych kremów na noc i na dzień oraz skierowanie na posiew.
Dziękuję, pa!

Nie chcę dokładnie opisywać co się działo w punkcie pobrań. Ale napiszę tylko, że było to nad wyraz upokarzające. Tu ludzie do pobrania krwi, oddający próbki i ja z moimi czerwonymi, wysuszonymi na wiór dłońmi i stopami. Te spojrzenia …
Jeszcze tego samego dnia mogłam podejrzeć wyniki. Niestety. Trafnie sklasyfikowałam swoją przypadłość. Mam grzybicę. Jestem sama sobą zniesmaczona i przerażona. I strasznie się choroby wstydzę :( Ale i trochę się cieszę, że wreszcie wiadomo jak działać. Tzn prawie, bo wizytę u pani dermatolog  mam jutro, ale clotrimazolum już jest w użyciu.

Pieczątkuję wpis brakiem okresu w 29 dniu cyklu. Mam tylko mikro-plamienia. Przypuszczam, że winny jest stres ostatnich dni, oraz sprawy okołochorobowe.


Wracam do obijania się. Tzn zmieniam łokieć :)


Dobrego dnia!

wtorek, 12 sierpnia 2014

Wieści, wieści.



Dobre, a nawet bardzo dobre!
M. dostał pracę :D Na dodatek nie trzeba się przeprowadzać do Wawy, bo to filia firmy :) Jupi jeeeej, jupi jooooo ! Składając gratulacje rozpłakałam się. Od zeszłego lipca ciągle „coś”.
Więc cieszę się z dobry wieści i nieśmiało oddycham pełną piersią.

Celebracja będzie, a jakże! I to nie sokiem przecierowym z marchwi i bananów (choć właśnie to teraz piję), a …% . Miałam nie testować, a już na pewno nie o 17stej, ale … Cóż tak właśnie zrobiłam. Jedna krecha. Nie inaczej. Co by to mogło zresztą być skoro piersi bolą, a we mnie odzywa się zołza. Na dzień dzisiejszy mało humorzasta, ale z donośnym ‘A’ i płaczem na zawołanie.

Pierwszy blisko płaczkostan wywołała u mnie pani w bibliotece. Tak, tak zapisałam się.
Trochę żałuję. Biblioteka na moim starym osiedlu była świetnie zaopatrzona i co ważne – w nowości. Takie ‘top ten’ z listy emikowskiej. Tutaj skromniutko. Na dodatek pod obstrzałem spojrzeń starszej pani bibliotekarki i wolno mi było pożyczyć tylko 3 książki ;/ Mój wybór: J. Carroll „Cylinder Heidelberga”, oraz dwie pozycje pani M. Keyes „ Trzecia strona medalu”, „Czarujący mężczyzna”. Carrolla uwielbiam od ponad 15 lat, a na Keyes trafiłam przypadkiem kilka lat temu, dokładnie na lekturkę Arbuza. Pozycja lekka, smaczna, zabawna. Czytana ciągiem na serii koszmarnych wykładów …
Biblioteka prowadzi (chyba w ramach współpracy z GUSem?) statystyki, więc byłam prawie wylegitymowana z wykształcenia i wykonywanego zawodu, o ile się pracuje … Wywołało to u mnie irytację wyciskającą łzy z oczy. Bez sensu, ale to chyba PMS ? 
Pani Christie czeka w kolejce.

Przeprowadziłam też dziś dziwną rozmowę.
Idziemy z Mężem i psiutem na spacer, przy okazji wpadamy, a dokładniej M. do znajomych.
Stoję pod klatką z ziejącą z gorąca buldożyną. Podchodzi do nas dziewczynka. Najwyżej 10-letnia.
-(dziewczynka) jaki śliczny!
-(ja) mhym dziękuję :) (Zawsze mi się micha cieszy jak słyszę komplementy o bulwie)
-(dz) lubi dzieci?
-(ja) bardzo. tylko teraz czeka na pancia i niezainteresowany głaskami (głaski było, oczywiście)
-(dz) aha. Czy pani ma synka?
-(ja) ????? normalnie mnie zatkało
-(ja) na razie nie mam, ale może niedługo. Chciałabym…
-(dz) a no bo taki jeden …. No nic … w takim razie życzę pani powodzenia. Do widzenia!
-(ja) dziękuję. Do widzenia.
Po chwili z klatki wychodzi Mąż.

Jeśli Bóg istnieje ….

Dobranoc.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Beztroska.



Prawie.
Przedwczoraj pobolewał mnie brzuch. Wczoraj rano brązowawy śluz. Bez krwi … W implantację zarodka niedowierzam … zbyt wcześnie. To raczej sygnał na zbliżającą się miesiączkę. Ale z drugiej strony, to również nie ta data. Jeszcze tydzień. Nie nakręcam się, nie testuję. Czekam.

Poniedziałek zaczął się bardzo wcześnie, bo już o 3.30 rano … Mąż szykując się do wyjazdu, do Warszawy niechcący mnie obudził. A zachowywał się i tak niebywale cicho i po ciemku ;) Kochany!
Przytuliliśmy się i w drogę. Jedno do samochodu, drugie do łóżka :D Buldożyna pod drzwi – warować na powrót pancia ;o
Dodam, że obudziłam się z wczorajszym bólem migrenowym. Przeszło dopiero na spacerze z psiutem. Rano obejrzałam bardzo dobrze zapamiętany film z wczesnego dzieciństwa – „Manekin”. Świetnie zagrana rola Kim Cattrall! I te ubrania! Boskie :)

Bez Męża, ze skwarem za oknem, a co za tym idzie również w mieszkaniu, nie chciałam robić obiadu tylko dla siebie. Postanowiłam jednak, że upiekę coś na przyjście M.
Ciasteczka z ‘kwestii smaku’, w oryginale – ‘kokosowe chocolate chip cookies z białą czekoladą i malinami’. U mnie bez malin (mam zbyt kwaśne), choć może byłby to lepszy smak, ponieważ ilość cukru brązowego oraz białego warto, a nawet trzeba deko zmodyfikować. Ciasteczka pysznościowe!

Uwielbiam nicnierobienie, a raczej robinie tylko tego na co mam ochotę. Moja beztroska będzie trwała tylko tydzień, ale nie szkodzi. Jutro temat ‘biblioteka’. Mam ochotę poczytać coś Agathy Christie, a pomysł poddał mi lidl. W ofercie mają książki kieszonkowe za kilka złotych. Dziś wśród nich było „Dwanaście prac Herkulesa”, właśnie Agathy Christie :)

M. z rozmowy bardzo zadowolony. Czeka na telefon. Oby, oby ………..! Proszę.
Jako kochający Pan Mąż spełnił moją prośbę i pojechał do Janek prawie-po-drodze-było po najnowszy katalog IKEA 2015. I psie dupki – wieszaki. Katalog po 15stym ……:(((
Psie dupki podobno brzydkie. Taa, jasne. 
Zawsze pozostaje allegros.
Zbieram się do wyjścia spacerowego.

Dobrego wieczoru :)

Wklejam zdjęcie chocolate chip cookies z białą czekoladą.
Serio, to nie placki ziemniaczane! ;)


niedziela, 20 lipca 2014

Na urlopie.



Urlop mija mi niestandardowo.
Od wtorku jestem przeziębiona – bosko! Smarki po pas, ból gardła, opryszek na nosie (nos zdarty do żywej tkanki plus oprycha. gut), oczy zaszklone. Jestem dygotem spod koca. A na dworze lato w pełni. Jeeej!
 Dodatkowo popełniłam wczoraj coś czego nie powinnam się tykać aż do końca urlopu, czyli do przyszłego piątku.
Wzrok się mącił (prócz przeziębienia dopadła mnie migrena), ból za okiem wywijał piruety, a ja zasiadłam do kompa.  I co ? Ano popatrzę sobie na wyniki z laboratorium luxmedu, może są wyniki przeciwciał przeciw B2-glikoproteinie. Były. Wyczekiwane aż dwa tygodnie.
I co ? Miano IgG graniczne, IgM poniżej 3.
Ja w ryk. Męża niema,  pojechał po zakupy…
Szukam w wyszukiwarce co to oznacza … wzrok się mąci. Łeb i oko już nie boli tylko napierdala … Wtedy przyjeżdża M., otwieram mu drzwi - cała zawyta, z glutami rozsmarowanymi po całej twarzy, oczami jak szparki. Nieboskie stworzenie.
Tłumaczenie. Lepiej że coś wiemy, lekarz opowie mi dokładnie co i jak, może trzeba brać jakieś leki, może nie. No i wynik graniczny. Może trzeba powtórzyć ? Na co ja ochoczo przytakuję. Trochę się uspokajam. Ból głowy nie mija, ale słabnie.

Wieczorem zasiadamy do filmu. „Za 5 dolarów”. Film warty obejrzenia już choćby po to, by zobaczyć Christopher’a Walken’a :) Ogólnie kino drogi (ale bez wielkiego rozmachu, w zdjęciach ;) itp), relacje syn – ojciec, niechęć, zrozumienie, pogodzenie … taki telegraficzny skrót.

Co do dolarów. Robiąc porządki w szafie i przenosząc się z jednej do drugiej (szafy), w pudełku na skarpetki znalazłam 10$ Serio! I to w kopercie :) Dawno, dawno temu Mama dała mi je z - w tej chwili - niewiadomego dla mnie powodu. Schowane, zapomniane. Wywołały uśmiech niedowierzania. Szkoda, tylko, że dolar jest za niecałe 3zł ;) Ale, darowanemu itp itd

Z rana radosny sms - mms. Pierwsze z ‘letnich dzieci’ jest już po tej stronie brzuszka :)
Śliczna mała Dziewczynka !
Zazdroszczę bardzo, ale jest to rodzaj zazdrości, bez dodatku różowej mgły złości, zawiści i niechęci.
Jednak łza się zakręciła, i to niejedna, Groszek byłby młodszy tylko o miesiąc z hakiem ….

Witaj na świecie Maleńka !

Swoją drogą co za wdzięczna nazwa - urlop :)