niedziela, 18 stycznia 2015

Przychodzi baba do ....



Po raz pierwszy… dobry wieczór w 2015!

U mnie bez zmian. Jeszcze wczoraj myślałam, że zaskoczyło. Dziś oblałam kolejny test na macierzyństwo. Znowu. Ale, jest pozytyw. Obyło się bez łez.
Test wykonałam po 8.00
3 kropelki. Nic się nie dzieje. O jest. ……. Jedna kreska.
Hmmmm
Psiut idziemy na spacer.
Uwielbiam poranne, niedzielne spacery z psiutmistrzem. Szczególnie gdy na dworze, jest tak jak dziś. Przyjemnie chłodno (a nie zimno), szaro, bezwietrznie. Spokojnie. I bezpsowo!

Wróciliśmy.
Oglądam test. Niestety nie dostał drugiej kreski. Truuuudnooo. Test ląduje we frakcji suchej (jako, ze plastikowy).

Czytam książkę, serfuję po necie, oglądam serial.
Głupi test.
Przecież objawy są! Konsternacja. Są … na zbliżający się okres, głupia. Grrrrrrrr

Około 12.00
Co robię? Ano grzebię, we frakcji suchej (dobrze, że rzeczywiście jest sucha :o). Wyciągam test. Oglądam. Bliżej okna. I znowu. Hmmmm chyba coś jest. Jakiś cień. :D
Biegnę do M. Pokazuję. Spogląda. Choć nie tak wnikliwie jak ja. Nie nic nie widzi. Każę się przypatrzeć, czy MOŻE JEDNAK widzi tam cień.
Zerka na mnie z uśmiechem … tak … widzę … to … wygląda na dobrą wróżbę, za miesiąc. :) Spróbujemy znowu.
Czy już pisałam, że kocham M.? Na pewno! A że go lubię? To napiszę dla pewności, baaardzo go lubię :D Kochany optymista!


Z mniej optymistycznych informacji…
W pierwszym tygodniu stycznia, po raz pierwszy miałam odczucie, że nie mogę – bez problemów – zginać dłoni. Towarzyszył temu ból i poczucie, że palce mam spuchnięte.
Kilka dni później na wewnętrzną stronę dłoni oraz! stóp wyszedł rumień, a dodatkowo na stopach jakaś paskudna wysypka z mikro płynem w środku. Super. Ręce obolałe, podobnie stopy, dodatkowo bardzo rozgrzane i z idealnie zakończonym rumieniem, tzn nie wyszło toto na skórę wierzchnią dłoni/stóp, a zakończyło się krechą (idealną, jak wspomniałam). Wyglądało to komicznie i …niepokojąco. Na tyle, że w ubiegły poniedziałek postanowiłam odwiedzić internistę.
W rejestracji powitała mnie sąsiadka z byłego miejsca zamieszkania i zapisała na ‘już’ do pani doktor pediatry :D Miałam się tylko nie afiszować z kartą, no i wiadomo przepuszczać rodziców (czytaj matki) z dziećmi, o ile takie były. OK.
Aara nie OK. Padło pytanie nie z gruchy ni z Pietruchy „Czy macie dzieci?”, „A to ile już po ślubie?” Nosz kurwa! Nic ci do tego …. Oczywiście TEGO nie powiedziałam, a pomyślałam, a mina malowana była w półuśmiech, przekrzywiono głowa, lekkie potakiwanie. Tzn chyba, tak, bo we mnie się gotowało.
Przepuściłam w sumie 3 matki z dziećmi. Zsiadłam na krzesełku. Czekam. Razem ze mną czeka starsza pani. Zerka na mnie i … zaczyna rozmowę. Monolog, znaczy.
Wiem, że ma chorobę X, ma 2 córki (ze starszą mieszka), 4 wnucząt. Ma starszego brata, jego dzieci tzn 2 córki są za granicą, a syn mimo ukończonej szkoły wyższej pracuje w W-wie na budowie. Wnuczki są bardzo mądre, trochę nieznośne.
Padło pytanie o dzieci. Nie mamy …. A czemu …? Aaaaa wie pani, u starszej nie było tak łatwo. Poroniła. I opowiedziała mi moją historię. MOJĄ!
Tylko to się nie działo w lutym, a w wakacje. Poczułam się nieciekawie. Łzy same cisnęły się do oczy, ale powstrzymałam je. Tylko potakiwałam. Pani kilka razy na mnie spojrzała, ale kontynuowała.
Boże. Czemu ta kobieta opowiedziała mi nie swoją historię? Kto ją upoważnił? Ja wiem, to była jej córka, ale ….?! Mam nadzieję, że pomimo znajomości nietaktu mojej Mamy, jest w niej refleksja i szacunek do mnie i dla moich przeżyć, które są poniekąd jej przeżyciami. I w poczekalni siedzi sobie spokojnie na krzesełku i nie zagaduje, nie snuje opowiastek.

Na całe szczęście, monolog dobiegł końca, bo pani z córeczką wyszła z gabinetu.

Opowiadam pani doktor co i jak. Pokazuję. Ale tylko dłonie, stóp nawet nie chciała oglądać. Grrr  Mówię, że staramy się z Mężem o dziecko i jeśli można, to proszę o ewentualne maści/kremy ‘nieagresywne’. Ooooo to nie przepiszę pani tabletek, ale maść. Proszę jeszcze zrobić OB, morfologię i ASO. OK.
Wyszłam.
Starsza pani nadal czeka przed gabinetem. Ubieram się, życzymy sobie wszystkiego dobrego.
Aaaa dodam, że w jednym była, powiedzmy że pomocna. Choć ja nie skorzystałam z jej wiedzy, a szkoda. Powiedziała, że nie dostanę się do dermatologa, jeśli nie będę miała skierowania. Mama powiedziała co innego, zawierzyłam rodzicielce i … w piątek ponownie wróciłam do pani doktor. :) Innej.
Wykupiłam maść, na szczęście o niższej gramaturze, niż widniało na recepcie (dzięki temu tańszej). Czytam ulotkę i co? Dzień dobry, maść ze sterydem. Bezwzględne nie stosowanie w pierwszym trymestrze (za każdym razem po owulacji utrzymuję, że mogę być w ciąży, co chyba? jest logiczne?). Ja pierdole! Dobrze, że maść nie kosztowała majątku, ale … no przecież mówiłam! I to pediatrze!!
We wtorek zapis do dermatologa, na kolejny piątek. „Ale to będzie kontynuacja leczenia …? Nie? To proszę skierowanie. Ugrrrrr
Zrobiłam badania. OB, morfologia w normie, ASO … zamiast 200 jednostek czegoś na ileś 397. I ryk. Bo to paciorkowce, przecież. Paciorkowce, które atakują nasze dziecko … itp. itd.
M. jak zwykle zimna krew. Uspokaja, tłumaczy. OK, przeszło mi. Co ja bym bez niego zrobiła?
W piątek wizyta. Dzięki ‘tablicy ogłoszeń’ dowiaduję się, że moja sąsiadka oprócz pracy w rejestracji, jest również położną środowiskową.
U pani doktor w gabinecie (pół godziny poślizgu, ale co tam). Tłumaczę chaotycznie, prawie z płaczem. Pani doktor prawie uspokaja. Prawie. Nie mam do niej zaufania, bo ciągle wtrąca luzik, spoko i … seksownie? (albo się przesłyszałam ;p). Ale. Zagląda w gardło. Maca ręce, stopy. I … daje skierowanie. I słyszę pochwałę. Na temat czytania ulotek. :D
Zapisuje mi nazwy kremów emolientowych.
Krem kupuję i … jest do dupy.
Razy dwa.
Raz, totalnie nie pomaga, a wręcz bardziej wysusza :(
Dwa, Sroka ze http://www.srokao.pl/ nie poleca go. Bo ma formaldehyd i jeszcze jakaś zarazę. Kurnia, krem dla dzieci i niemowląt. Grrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Zobaczymy co dalej. Byle do piątku.

Krajst! Ale notkę wysmarowałam.
Ciekawe ile zabierze mi tekst po powrocie od ginekologa …?
Bo zmieniam. Na panią.
Ma świetne opinie na znanym lekarzu. I trafnie zdiagnozowała moją koleżankę z pracy.
Chcę, by coś się u nas zadziało…
Wizyta 26.01.

Miesiąc pod znakiem lekarzy…


Do miłego ….

PS Miałam kiedyś pisać o prezentach, ale nie wiem czy jeszcze warto. Mikołajki, gwiazdka z Gwiazdorem dawno za nami …

środa, 31 grudnia 2014

Faith Hope Love



Wiara.Walka.

Wierzę, że pokonam swoje słabości. Wierzę, że niedługo nie będzie tak jak dziś. Czyli, że na dobre rozpłaczę się w pracy. Szlochem nie do utulenia… Choć przy okazji szczerze i ciepło porozmawiam z szefową i usłyszę jej historię o długiej i krętej drodze do rodzicielstwa. Macierzyństwa.
Jej synkowie (bliźniacy 2,5 roku), zostali poczęci dzięki in vitro.
Chłopcy wspaniali, kochani, wręcz ubóstwiani.
To daje wiarę, że w końcu i nam się uda. Nieważne którą z dróg wybierzemy. Jeśli natura zawiedzie…

Że nie będzie jak dziś, czyli najpierw zgodzę się na domówkę ‘da silva’. By w końcu wpaść w otchłań płaczu, żalu i złości. I odmówić.
Bo będzie A. i M. z córeczką, A. i Ł. z dziećmi oraz……

No i my.
Z psem.

Bardzo chcę odpuścić przeszłość.
Chcę oddychać pełną piersią.
Chcę zawalczyć o szczęście.
O uśmiech, bez drżenia ….




Nadzieja.

Jak dotychczas, co miesiąc jest moją nieodłączną kompanką. Czasem kurczowo przeze mnie uchwycona, mocno trzymana, aż  brakuje mi tchu. Dotychczas, co miesiąc witam rozczarowanie i ścieram łzy zawodu, ale … Już za miesiąc …

Początek tego roku dał mi niesamowitego pstryka w nos. Nadzieja prysła jak bańka mydlana, a ja roztrzaskałam się o podłogę. A mimo to … powoli, z każdym mijającym dniem, tygodniem, wiara w ‘możliwe’ stała się na powrót zasadna.
Wierzę, że jeszcze będzie dobrze.




Miłość.

Kocham mojego Męża.
Czuję, że daję z siebie wiele, choć mogę więcej. Chcę być lepsza. Milsza, łagodniejsza, mniej humorzasta, marudna, nudna ….
M. wspiera mnie, wyciąga dłoń, mocno ściska i nie pozwala upaść.
Czuję, że On i ja to … MY. :)



Bardzo chcę by z tych marzeń, walki i miłości KTOŚ zawitał do naszego bezdzietnego świata.
Czego i Tobie życzę, jeśli tego właśnie pragniesz.


Szczęśliwego Nowego Roku!
Szalonej zabawy w Sylwka :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Świątecznie.

Życzę Ci bardzo Wesołych Świąt!


Pięknie spędzonego czasu z najbliższymi …
Oczyszczających łez,
szczerego śmiechu,
wiary w dobre dziś i …jutro

…spełnienia.



nasze drzewko


środa, 17 grudnia 2014

Przez furtkę, do przeszłości.



Michael Buble cicho śpiewa o miłości…
Choinka pyszni się muchomorami ze szkła, przezroczystymi bombkami, które wyglądają jak bańki mydlane oraz ciepłą, żółtą barwą światełek.
Gwiazda zawieszona na balkonowych drzwiach wskazuje kierunek … na południe …
Prezenty czekają na spakowanie.
No nie, jeden jest w drodze do empiku, po który udam się na dniach, po sweter dla brata też wypadałoby się przejść, bo o ile sobie mogę wmówić, że jeszcze czas, to kalendarz pokazuje co innego.
Już 17.12! Rety!!

Ostatni tydzień minął błyskawicznie, obciążając mnie zmęczeniem i konkret niewyspaniem.
Ciągle czułam się jakby ktoś mnie otumanił, wydrylował, a głowę napełnił watą.
Już jest lepiej.
Choć jeszcze kilka mocnych, intensywnych dni.

Nie chwaliłam się moimi mikołajkowymi prezentami.
Nadrobię :)

Dziś byliśmy u znajomych.
Jeszcze rok temu mój Mąż i Ł. byli wspólnikami. [rzez 5 lat robili stronki internetowe, niestety z końcem 2013 zostali zmuszeni do zamknięcia działalności, ponieważ …no cóż stało się życie. Coraz mnie zleceń (dziwne, bo ludzie do dnia dzisiejszego dzwonią i pytają …), a sporo i coraz więcej wydatków.
W każdym razie J. zawsze byli gdzieś tam w moich myślach, ale tak bez przesady. Grillowanie, rowery, jakieś giercowanie (Ł. zapalony gracz wszelkich planszówek i w ogóle gier towarzyskich), picie, świętowanie – brzmi dość zażyle. Dość.
Para z wieloletnim stażem – w związku, małżeńskim 3,5 roku. Mega dopasowana z jednobrzmiącym zdaniem na temat………wszystkiego :)
Nie zapomnę jak A. mówiąc o naukach przedmałżeńskich (wiesz 10 spotkań, w tym chyba? 8 z księżmi, pozostałe z psych.) z psychologiem, który to pokazywał jak wyglądają jajniki i jajowody oraz macica kobiet, które stosowały antykoncepcję (A. nigdy żadnych tabletek, plastrów itp) oraz kobiet, które nigdy nie zabezpieczały się chemicznie (‘piękne, zdrowe narządy rodne niczym żyzna gleba pod nasiona’).
W każdym razie powiedziała mi tekst, który najpierw wychichotałam (w głowie), później zaczął mnie prześladować.
„Bóg wybacza zawsze, człowiek-człowiekowi czasami, natura - nigdy”. Coś takiego …

Po poronieniu okropnie się karałam.
Słowami.
Robię to do dnia dzisiejszego.
Może gdyby nie tabletki antykoncepcyjne od 18 roku życia …? Z dłuższymi, krótszymi przerwami do 27 r.ż. Może gdyby nie zmiany na takie i owakie hormony?
Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiem. Ale męczy mnie ten teks usłyszany od A. Dodatkowo zasłyszany na naukach przedmałżeńskich spotęgował i upewnił mnie, że to co mnie spotkało to KARA. I męki piekielne będę przez to przechodziła do końca moich dni.

Dziś po raz pierwszy, po blisko roku niewidzenia spotkaliśmy się znowu. Oni już w 4. CZWÓRKĘ.
Przełamałam się by do nich podejść, bo to przedłużające się milczenie i udawanie, że F. nie przyszedł jeszcze na ten świat było zbyt długie, wymowne.
M. ma 2,5 roku.
F. ma jeszcze nieskończone 5 m-cy.
Idealni.
Obrazek Rodziny.
Miłości.
Ciepła.
Mimo smarków i wysokiej temperatury u M. Kichającego F.

Byliśmy z M. niecałą godzinę, a ja czułam jak martwieję w środku, uśmiech zastyga mi na ustach, jeszcze chwila a oczy będą się szklić.

Mantra.
Uspokój się.
Zaraz będziesz na dworze.
W drodze do domu.
Z M.

Czy ja poznam kiedyś jaki smak ma Rodzina?
Czy będę tulić jedno dziecko, pocieszając i całując drugie? Uśmiechając się do Męża, czując jego wsparcie…?

Zrobiłam wolne tłumaczenie, zasłyszanego tekstu …
Bóg ci nie wybaczy, nie za to co zrobiłaś, zresztą przypieczętowała to natura, a człowiek czasami przypomni. Ja jestem tym człowiekiem.

Katuję się. Wiem.
M. mówi, że nie radzę sobie z bólem po stracie. Fakt.
Zasugerował, że powinnam porozmawiać ze specjalistą. Psychologiem. Nie chcę zwierzać się obcej osobie. Nie umiem i nie chcę.

Rwany ten post.
Ale jestem u siebie.
Porządkuję myśli ….

Nadal biorę Acard. 

Zmieniam tytuł. Brzmi jak ściągnięty z bloga, którego obserwuję ;)

niedziela, 30 listopada 2014

....

Mhym.
Znowu wkręciłam się w mój teatr. Teatr jednego aktora.
Nie chcę więcej.
Dziękuję.

Dobranoc.