poniedziałek, 30 marca 2015

Esencja dzisiejszego dnia

Płaczę. Ze wzruszenia.
Płaczę i uśmiecham się.

Strumyczki oczyszczenia.
 
W pracy słuchamy sobie płytki z miksami full-romantyko alias "we dwoje". W domu postanowiłam umilić sobie wieczór obecnością Reamonna, Peter'a Gabriel'a i Kate Bush ... Coldplay.
Wpisuję na Tube kolejne utwory Coldplay'a, wróć nawet tego nie trzeba bo przecież po prawej stronie są następne i ...kolejne. Czy jakkolwiek by tego nie nazywać i co.
I przepadłam.

To ten utwór.


 


Chwycił mnie mocno w objęcia. Od paru minut zagościł w głowie, pod powiekami.

UWIELBIAM! Jest tak pozytywny!
I ten klip :D

niedziela, 22 marca 2015

...tysiące twarzy, setki miraży...

Nie bój się zmiany na lepsze ...
Tak...?
To czemu jak jest już "po" czuję się gorzej. Choć jeszcze w piątek rozpierała mnie energia i po przyjściu od fryzjera (to tego rodzaju zmiana) śmiałam się całą sobą, tańczyłam z Mężem i psiutem na zmianę i ciągle stojąc miny do lustra czułam się tak jakbym wgrała milion ...
W monopoly ;)
A teraz ... a teraz tzn od wczoraj mam zjazd.
M. mówi, że to przez jeden komentarz, bliskiej mi osoby. Wiesz coś takiego - 9 na 10 osób mówi, że coś je zachwyca, jedna że niekoniecznie i ... no i zaczyna się.
No bo ta jedna ....
Oo-oooołłł tamta 9tka się myli...? Kłamie? Ja jestem, sory byłam w tamtej dziewiątce. Kurrrrrrrrrwa!
To chyba co innego.
To symboliczne pożegnanie.
Chyba. Albo dopatruję się w zwykłych zdarzeniach tego czego nigdy nie było?
Albo ... dorabiam ideologię?

Albo.
To.
Prawda.

Psiut spogląda na mnie smutnym wzrokiem. Idziemy na spacer.

Wróciliśmy.


Cholera jasna! Żegnam starą Śliwkę. Użalam się. A kto powita nowe?
Nową mnie? Choć za trzy tygodnie o rok starszą mnie...
Obiecałam sobie złagodnieć, być dla siebie milszą.
Przecież mam kochanego M. !
Który mówi, że jest pięknie. Będzie dobrze. Łapmy chwile, drugich pierwszych nie będzie ...

Uśmiecham się nieśmiało. :)

Piesun czeka na zabawę...

Dobranoc!


przed


i ...po
Lustro jest PRAWIE czyste. Wiem. ;)

niedziela, 8 marca 2015

8 marca

Serfuję po kolejnych stronkach układając myśli ... Nie, nic z tego. Nie mogę się skupić. Dopijam kawę ... Wącham bukiecik różyczek od M.

Na kanapie czeka książka. Albo sen.

Pierwsza muszka. Wygrzewa się na płytkach balkonowych. Jeszcze dziś nie skończy jako przekąska dla jaskółki. Jeszcze nie teraz...

W domu poobiednia cisza.

Klikam... szukam... czekam....

Uwielbiam taki niedzielny spokój.
Prawdziwy relaks od wszystkiego.

Dobry nastrój nie opuszcza mnie od dłuższego czasu. Dziś przypieczętowały go dwa śliczne bukieciki.

Dziękuję.

Cudowne gdy ktoś pamięta. A pamięć nie jest wymuszona kilkukrotnym 'przypominaniem' :)


tulipany od teścia :)







Spełnienia marzeń ...

czwartek, 19 lutego 2015

Wszystko jasne.



Jestem osłabiona.
Ból kąsa stawy, kości. Temperatura wzrasta, by opaść i tak w koło. Rozwałka na całego.
Ale! To i tak niewielki haracz ze strony mojego ciała. W  końcu pozbyłam się pierwszej z dwóch - oby nie czterech - ósemki. W sumie jest nie najgorzej. Leżymy sobie z psiutem, zmieniając tylko boczki, oglądamy seriale i kwitniemy.

W międzyczasie.
Mama dostała skierowanie do szpitala, ponieważ od dwóch tygodni nie może wyleczyć się z przeziębienia, które jak się okazało zajęło oskrzela, a może i poszło na większą robotę koksując płuca. Moja starsza szwagierka – A. jest zapalona skałkowiczką i wczoraj spadła z jednej ze skałek. Z 4 metrów :( Operacja z miejsca. Ma wstawioną płytkę. M. i teściowa jadą do A. w sobotę i zobaczymy jaki będzie rozwój dalszej historii. Dodam tylko, że A. ma poważniejszą operację za sobą, a przez to obniżoną odporność. Mam nadzieję, że będzie dobrze, na całej linii!

Jako, że post chorobowy to napiszę o swojej przypadłości, która ma się jeszcze  niestety dość dobrze, ale powoli powoli …
W poniedziałek poszłam do dermatologa, wcześniej naoglądawszy się zdjęć  w necie o różnych przebrzydłościach. Achh jakie to szczęście, gdy ludzie wklejają foty dodatkowo opisując je b. dokładnie. :P
Do gabinetu weszłam w bojowym nastawieniu i z postanowieniem, że nie odpuszczę dopóki p. doktor dokładnie nie obejrzy mi stóp i rąk. Wypaliłam, że wg mnie (ja ja jestem samozwańczym dermatologiem :)) wygląda to na grzybicę. Wiem fuj, ble i wstyd. Pani doktor powiedziała, że jej to nie wygląda na grzyba, a raczej na nadmierne zrogowacenia i dała mi garść darmowych kremów na noc i na dzień oraz skierowanie na posiew.
Dziękuję, pa!

Nie chcę dokładnie opisywać co się działo w punkcie pobrań. Ale napiszę tylko, że było to nad wyraz upokarzające. Tu ludzie do pobrania krwi, oddający próbki i ja z moimi czerwonymi, wysuszonymi na wiór dłońmi i stopami. Te spojrzenia …
Jeszcze tego samego dnia mogłam podejrzeć wyniki. Niestety. Trafnie sklasyfikowałam swoją przypadłość. Mam grzybicę. Jestem sama sobą zniesmaczona i przerażona. I strasznie się choroby wstydzę :( Ale i trochę się cieszę, że wreszcie wiadomo jak działać. Tzn prawie, bo wizytę u pani dermatolog  mam jutro, ale clotrimazolum już jest w użyciu.

Pieczątkuję wpis brakiem okresu w 29 dniu cyklu. Mam tylko mikro-plamienia. Przypuszczam, że winny jest stres ostatnich dni, oraz sprawy okołochorobowe.


Wracam do obijania się. Tzn zmieniam łokieć :)


Dobrego dnia!