czwartek, 11 września 2014

Nie dzieje się nic.



To co dawało margines błędu, znikło.
Wiruję wokół własnej osi.
Spadam.
Głową w dół.

Chowam się za kolejną książką, „przegadaniem” z koleżanką, planem na upiększenie mieszkania, kolejnym miesiącem, jesienią, blogiem, zakładką w ulubionych, spacerem z bulwą, rozmową z M, świętami. Kolejność dowolna.

A jeśli wcale nie będzie dobrze?
Jeśli czekam na nasze dziecko, a jego nie będzie?

Ciągle nie szukam innej, satysfakcjonującej, rozwijającej pracy i choćby deka zbliżonej do wyuczonego zawodu, bo przecież „zaraz będę w ciąży”. A przecież trzeba wziąć pod uwagę okres próbny … i taką wtopę robić … od razu na zwolnienie...?
Nie robię kursu na prawo jazdy, bo …„zaraz będę w ciąży”. A tyyyyle on trwa (+kasa).
Nie idę z koleżankami z pracy na piwo bo ….
Nie gdybam o przyszłych wakacjach ponieważ…

Od zeszłego roku zafiksowałam się. Bojaźliwie rozglądam się i wyczekuję.
Widzę to wszystko i nie robię nic.
Czuję się swoją własną kalką. Przerysowana i nic dobrego nie wnosząca :(


Bez sensu to …
A piszę, bo kto zabroni …?

piątek, 5 września 2014

Od nowa.



Cykl wygląda tak jakby robił ksero z poprzedniego miesiąca.
Niezbyt długi okres, z jednym dniem ‘wolnym’. Owulacja. Kilka dni później niewielkie plamienie. Od wczoraj bolesność piersi.
I już wiem. Wkręcam się. Nie udało się.

To po co zakupione testy ciążowe? I jeszcze ten teks ‘Poproszę dwa różne, w tym jeden pink test’. Pink test – laur konsumenta czy coś w roku 2013. Że niby i ode mnie się należy?
Tylko w 2014? A może laurka? Ode mnie dla mnie.
Wkręcam się bo - już w domu - czytam o tym drugim , do tej pory nieznanym teście, a tam napisano … fanfary … ulica na której mieszkam. Moje miasto.
Jak nic znak.
No i dziecko na teście.
Wszystkie znaki na papierku. Wszystkie znaki we mnie.

Poszłam o krok dalej.
Zapisałam się pod koniec miesiąca na wizytę do gina. W razie czego anuluję ją.

Następny krok.
Dzisiejsze zaproszenie na piwo, na kiedyś, po pracy …  
Kombinuję jakby tu się wywinąć. No bo choć czuję, że nic z tego to jednak … aż do okresu nadzieja jest. Kierowniczka czeka. W końcu mówię prawdę. O staraniach. A ona - o soku. :) OK. Fajnie.

Czekam.
Wybiegam kolejne kilka kroków w przód. I każę się za ten falstart.  
Czy kiedyś to się skończy?


Prawie jesień.
Choć echo lata jest jeszcze odczuwalne  popołudniami. Słońce tak cudnie grzeje …no pięknie jest!

Pisałam x-czasu temu o reklamacji dotyczącej frontów. Reklamacja rozstała rozpatrzona pozytywnie ponad dwa tygodnie temu. Od dwóch tygodni czekamy na telefon ‘fronty są dostępne. przyjeżdżajcie’. Gdyby nie dzisiejszy telefon Męża do pana zajmującego się sprawą, pewnie dalej czekalibyśmy ileśtam. Wrrrr Współpraca-o-kant-dupy-potłuc.
Jutro M. jedzie oddać stare, zniszczone fronty, a odebrać nowe. Dobre. Trzymam kciuki! :o
To musi być to. Bo dość mam rozpierduchy.

Jutro pracownia.
Na dobranoc poczytam. Wypiję herbatę z miodem.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Narodziny których nie było.



Bez telefonów. 

Już? 

Urodziłaś?

Bez skurczów.
Bez przekleństw.

Są łzy.
Jesteśmy my.

W moim sercu Ty. Synku.
Kocham :*

piątek, 29 sierpnia 2014

Czekam. Czuję.



Boję się TEGO dnia.
31.08. Jest już blisko.
Tuż tuż.

Jakiś czas temu, kiedy M. nie było w domu zajrzałam do jego szuflady biurka. Wiedziałam, że tam je schował.
Głupio się czułam myszkując wśród dokumentów, karteluszek, długopisów, linijek. Nie ma.
Jak to ?!
Wyrzucił?

Nerwowe wywalanie kolejnych kartek.
Są.
Moje świadectwo.
Mój dowód, że Groszek był z nami. Mąż schował testy razem z kartą ciąży.
Moja duma.
Rozkleiłam się na całego. Dopiero co był grudzień, a ja urządzałam testom serię zdjęć, niczym do rodzinnego albumu. Przy choince. Przy prezentach. W dłoni. Z uśmiechem na ustach.
Czy kiedykolwiek dane mi jeszcze będzie zażyć takiego szczęścia?
Możliwe. Tak, chcę tego. Bardzo.
Pewnie nie będzie to już takie beztroskie. Nie pierwsze. Ale oddałabym wszystko za ten CUD.

Od kilku dni umawiam się z koleżanką - która mieszka na sąsiedniej dzielnicy – na spacer.
A. urodziła córkę 5 tygodni temu.
Widać w niej spełnienie i spokój. Spacerujemy po spajającym dzielnice wąwozie … Ona z wózkiem, ja z bulwą. Nie tak miało być… Ale to tylko życie. Aż życie.

Cieszę się, że A. nie odtrąciła mnie tak jak większość znajomych. Przez zakłopotanie? Przez grzeczność? Kurwa! Ja tak potrzebowałam, potrzebuję rozmowy, dobrego słowa. A tu nagle telefony zamilkły. Smsy z dobry mi radami ustały. Trudno, radzę sobie. Powoli, z każdym miesiącem jest mi łatwiej. Otrząsam się. Wiem, że na kilka osób nadal mogę liczyć. Choć nie zawsze rozumieją, to są. Czuję ich sympatię i gorące serce.

Wieczór z Mężem.
Świętujemy pierwszą wypłatę :)

Udanego wieczoru!

sobota, 23 sierpnia 2014

Smakowita sobota.

Po pysznym obiedzie...




Mąż działał w kuchni. 
Uwielbiam domową pizzę! Trochę mniej kukurydzę na niej  (choćby warzywa śpiewająco zapewniały, że są słodkie i bez gmo ;)).



Podwieczorek. 


Zaległy książkowy prezent imieninowy.
Czy ktoś tych dzieci nie kocha ? ;)
Nie wierzę!

Wszystkie troski zostawiam na po-łikendzie. Zabieram się za lekturę.

Dobrego dnia!